Nitki babiego lata – 45

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Żniwiarze zbierali plony swojej wcześniejszej pracy. Zboże wyrosło zdrowe i okazałe. Zapełnią ziarnem spichlerze w całej okolicy i jeszcze dużo zostanie na sprzedaż…

Młody mężczyzna zrobił sobie chwilę przerwy. Popijał zsiadłe mleko, które przyniosła mu żona i ciekawie rozglądał się po okolicy, którą znał od dzieciństwa. Urodził się tu, na tej ziemi, a dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak tu pięknie i że jest to jego wyśnione, wymarzone miejsce – jego prywatne niebo. Miejsce, w którym nadal chce mieszkać, pracować. Gdzie po prostu chce żyć – razem ze swoją rodziną.

„Mamy szczęście” – pomyślał, patrząc na żonę i jej rosnący brzuch. Odzyskał spokój i oddalił wcześniejsze myśli o wyprowadzce, a może nawet o ewentualnej emigracji. Chciał, by jego dziecko też się tu urodziło i wychowało. W tej przepięknej, niebiańskiej krainie.

Autor: Kokoryczka

W dolinie – 24

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, młody chłopak naprawiał swój rower. Szykował go na kolejną wyprawę.

Chciał wyruszyć w Bieszczady. Wcześniej kilkakrotnie przeszedł je pieszo. W tym roku pojedzie w towarzystwie przyjaciół.

Zastanawiał się, czy Felek też do nich dołączy.

Autor: Kokoryczka

W dolinie – 2

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, spała mała dziewczynka. Wcześniej mama zostawiała jej włączoną małą lampkę, bo dziewczynka miewała koszmary i kiedy budziła się w nocy, zapalona lampka dodawała jej otuchy. Teraz, od dłuższego czasu, mała śpi spokojnie. Lampka nadal jest zapalona, bo dziewczynka lubi zasypiać przy jej świetle. A jeśli przypadkiem obudzi się w nocy, to sięga po notatnik leżący przy jej łóżeczku i zapisuje w nim swoje wspomnienia i przemyślenia. Lubi pisać o szczęśliwych momentach, które coraz częściej przytrafiają się w jej życiu.

Autor: Kokoryczka

Księżyc wyszedł zza chmur – 18

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to duża Hanka, fajna babka, która trzymała za rękę małą Haneczkę. Z daleka widać było tylko postać dużej Hanki, bo główka małej Haneczki jeszcze nie wystawała ponad zamkowe obmurowania.

Obydwie Hanie wyszły na wieżę, żeby przy świetle księżyca obejrzeć swoje ziemie. Kiedyś były bezdomne. Duża Hanka opiekowała się małą Haneczką i walczyła o jej przetrwanie, a mała rozśmieszała, a czasami pocieszała zmęczoną dużą. Niedawno dowiedziały się o pewnym opustoszałym zamku. Kiedy do niego przybyły, rozpoznały go natychmiast. To był ich zamek! Ale nie pamiętały, kiedy go opuściły i czemu o nim zapomniały.

Zamek tymczasem pamiętał. Czekał cierpliwie i nikomu nie pozwalał do siebie wejść. Otworzył drzwi tylko przed obiema Hankami – dużą i małą.

Zamieszkały w nim ponownie i zaczęły uczyć się rozkładu pięter, schodów i komnat, które co jakiś czas się przemieszczały. Teraz światło pełni księżyca przypomniało im, że otoczenie zamku – porośnięte lasami wzgórza i cała dolina ze stawami, sadami i uprawnymi polami – również do nich należy. Księżyc jasno oświetlał wzgórza i dolinę. Obie Hanki nie mogły napatrzeć się na nie. Podziwiały ich wielkość i piękno. Duża Hanka ze wzruszeniem powiedziała do małej Haneczki – „Teraz to już rzeczywiście jesteśmy w domu”.

dla Hani napisała Kokoryczka

Kwiat paproci rozkwitał – 26

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nadzieje i marzenia wielu ludzi. Wśród mrowia marzeń było jedno – malutkie marzenie malutkiej dziewczynki.

Mała była ciągle musztrowana i pouczana przez dorosłych. Musiała cieszyć się z każdego prezentu, jaki jej dawali – nawet jeśli się jej nie podobał. A z reguły dorośli dawali jej prezenty, które podobały się im samym – ona miała zupełnie inne upodobania! Jak wspomniałam, mała nie mogła pokazać, że nie lubi czegoś, co jej dawano. Jednak również nie mogła też pokazać, że lubi coś, czego jej zabraniano. A praktycznie zabraniano jej wszystkiego, co lubiła…

Dziewczynka nauczyła się więc kontrolować swoje zachowania i wiedziała, że ma udawać, że jest zadowolona i szczęśliwa. Poza tym, że nauczyła się okazywać zadowolenie z nietrafionych prezentów, tak samo nauczyła się udawać, że smakują jej potrawy, którymi ją karmiono, że podobają się jej ubranka, w które ją ubierano i że zawsze chce iść tam, gdzie zaprowadzają ją jej opiekunowie. Poza tym, pod wpływem opiekunów, nauczyła się odmawiać, gdy dalsza rodzina i obcy częstowali ją czekoladkami lub innymi przysmakami, które chciałaby zjeść.

Dziewczynka była malutka, ale gdzieś głęboko, w najgłębszym zakamarku siebie czuła, że opiekunowie choć raz mogliby zadać sobie trud i sprawdzić, co ona lubi robić. Czuła, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii ubraniowych i do swoich przysmaków. Że ma prawo zatrzymać się i podziwiać widok, który się jej podoba lub pójść na spacer, tam gdzie rzeczywiście chce…

Marzenie było malutkie i prawie się rozwiewało, bo dziewczynka traciła nadzieję, że się spełni. Kwiat paproci przyciągnął je do siebie – a ono urosło. Stało się silne, mocne i wróciło do dziewczynki.

Znalazło ją, mimo że minęło wiele lat i ona przemieniła się w dużą, dorosłą kobietę. Dzięki prezentowi od kwiatu paproci zachowała dziecięcą niewinność i radość. Teraz cieszy się każdą piękną chwilą. Cieszy się, gdy je coś, co jej smakuje, gdy idzie na spacer z ludźmi, z którymi chce spędzać czas i wspólnie z nimi wybiera trasę spaceru. I zawsze cieszy się w sklepie, bo teraz sama może wybierać sobie ubrania takie, jakie się jej podobają. Sądzi, że jest wielką szczęściarą.

I pomyśleć, że tak niewiele trzeba, żeby być naprawdę szczęśliwą osobą…

Autor: Kokoryczka

Kwiat paproci rozkwitał – 10

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał marzenia. I każde z nich wzmacniał. Marzenia – silne, błyszczące i kolorowe wracały do swoich właścicieli. Cieszyły ich i dodawały im nadziei. Co więcej, większość marzeń wzmacnianych przez kwiat materializowała się. A ich szczęśliwi właściciele wymyślali kolejne marzenia. Co roku kwiat paproci czekał na nie i sam też miał marzenie – by coraz więcej marzeń przylatywało do niego w tę magiczną, czerwcową noc, kiedy zakwita…

dla Felka napisała Kokoryczka

Była sobie łąka – 56

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Jeszcze niedawno w środku pracowały skrzaty, elfy i małe aniołki. Szykowały lekarstwo dla Borówki.

– Czy zdążymy? Czy będzie dostarczone na czas? – głośno zapytał mały, zatroskany krasnoludek.

– Tak, oczywiście. Już jest dostarczane – odparł pucołowaty aniołek.

Drugi aniołek, też mały i pucołowaty, dodał – Chora dostaje je kropelka po kropelce.

– Kto je podaje? – dopytywał krasnoludek

– Anioły Światła uzdrawiają ją w imię Najwyższego.

Krasnoludek zamyślił się, zatroskał jeszcze bardziej i zapytał

– A czemu tyle istot jest w to zaangażowanych? Ludzie się modlą o jej wyzdrowienie, my pracujemy, Anioły leczą. Przecież Anioły mogą ją uleczyć same, bez naszej pomocy.

– A ty? Czemu z nami jesteś i szykujesz to lekarstwo? – zapytał jeden z aniołków.

– Bo lubię Borówkę i chcę czymś zająć myśli, żeby się o nią nie martwić. Wydaje mi się, że prędzej wyzdrowieje, jak będę pomagał w przyrządzaniu lekarstwa.

Aniołki uśmiechnęły się słodko, a pewien elf popatrzył z sympatią na krasnoludka i powiedział:

– Borówka jest ogólnie szanowaną i kochaną osobą. Każde z nas chce mieć udział w jej wyzdrowieniu.

– Będę się cieszyć, jak wyzdrowieje – powiedział smutny krasnoludek.

– Już teraz możesz to robić – odpowiedział jeden z aniołków – i to niezależnie od tego co się stanie. Borówka albo wyzdrowieje, albo pójdzie prosto do nieba. Być może Pan Bóg ma dla niej nowe zadania. W każdym wypadku nasza życzliwość i pomoc będą do niej docierać i wspierać ją w tym, co będzie robiła.

– Chciałbym, żebym wyzdrowiała.

– My też, ale nie znamy planów Najwyższego. Za to możemy mu być wdzięczni, że dane nam było poznać Borówkę. Pomyśl, jaką jest wspaniałą osobą, skoro tyle istot ją pokochało?

…A zielona łąka, domek, las i strumyk, które przysłuchiwały się tej rozmowie, również były przepełnione wdzięcznością, bo też zdążyły poznać i polubić Borówkę.

Dla Borówki napisała Kokoryczka

Morskie fale – 14

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżało coś. Nikt nie wiedział, co to jest. Ja też tego nie wiedziałam, ale ciągle zerkałam w jego kierunku, bo to coś przyciągało moją uwagę… Ciągnęło mnie w jego stronę i chociaż udawałam obojętność, to niebawem znalazłam się tuż przy nim.

Chciałam je podnieść i przytulić, ale nie zrobiłam tego, bo czekałam na coś, choć nie wiedziałam, co to będzie. Patrzyłam na to coś, a ono patrzyło na mnie. Po chwili przysunęło się troszeczkę. Potem podskoczyło do góry, a ja je złapałam. Coś w moich rękach było ciepłe, puchate i miłe w dotyku. Przytuliłam je do serca i teraz wędrujemy razem. Coś, Ciepłe i Puchate, unosi się i promienieje, gdy w pobliżu znajdują się inni ludzie, którzy też mają ze sobą coś Ciepłego i Puchatego.

dla Felka napisała Kokoryczka

Przez kawiarniane okno – 29

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł pomysł na milion – milion złotych, milion dolarów, milion euro… A właściwie był to pomysł na pierwszy milion… widziałam, jaki był okrąglutki. Szedł razem z ludźmi. Do niektórych się przytulał, jakby chciał, żeby zabrali go ze sobą. Ludzie go ignorowali…

Szybko dopiłam kawę i wyszłam z kawiarni. Podeszłam do nieco zagubionego pomysłu i zapytałam, czy chce ze mną porozmawiać. Zgodził się z radością. Wyznał, że czuł się samotny pomiędzy ludźmi…

… Nagle poczułam się tak, jakby było to kiedyś, jakiś czas temu. Zobaczyłam, że teraz pomysł jest mniej samotny, bo wędruje przez życie razem ze mną i moimi przyjaciółmi. Dołączają do nas nowe pomysły, a nawet… nowe miliony… w różnych walutach…

Była to bardzo sympatyczna wizja. Oprzytomniałam w samą porę, by usłyszeć, że pomysł zapytał mnie, czy mógłby wędrować ze mną dłużej, bo bardzo chciałby mieć przyjazną duszę koło siebie. Oczywiście, zgodziłam się. Ciekawa jestem, czy wizja się spełni w całości… Na razie wędrujemy razem i jest nam bardzo dobrze ze sobą i z naszymi przyjaciółmi.

Autor: Kokoryczka