Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.
Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o ufoludku, który kiedyś wylądował na Ziemi. Nie mógł wrócić do siebie, do domu, bo jego statek się zepsuł. Dryfował w kosmosie i przelatywał blisko Ziemi, która go przyciągnęła. Kiedy wleciał w ziemską atmosferę, statek spalił się, a on sam ledwo się uratował. Wyskoczył na spadochronie i wylądował na zielonej łące, niedaleko dużego jeziora. On też był zielony i do tego malutki, spadochron również, więc ludzie nie zauważyli jego przylotu. Ba… nawet mogliby go pomylić z żabą czy ropuchą, taki był nieduży…
Ufoludek zaprzyjaźnił się ze zwierzętami, mieszkającymi na łące i w pobliskim lesie, a nawet z pewną staruszką, która powiedziała, żeby nazywał ją Babcią Jagą. Często siadali w jej chatce, przy kominku, popijali pyszną herbatę i rozmawiali. Ufoludek opowiadał o swoich planach, o kosmosie i marzył, że kiedyś znów wróci do domu, a następnie wyruszy w kolejną międzygwiezdną podróż. Zaś staruszka opowiadała mu bardzo ciekawe historie o tym, jak czyjeś marzenia się spełniały. Więc ufoludek zaczął sobie przypominać sztukę budowania rakiety i zaczął zbierać materiały potrzebne do jej wybudowania…
Dzieci siedziały zasłuchane. Potem pobiegły do biblioteki swoich rodziców. Tam, w książkach i w internecie, wyszukiwały informacje o kosmosie, gwiazdach i statkach kosmicznych. Niektóre, korzystając ze swojego zestawu „Małego majsterkowicza” zaczęły taki statek budować…
Autor: Krasnoludek