Księżyc wyszedł zza chmur – 14

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach, jaśniejąc w promieniach srebrzystego.

Z radością spoglądał wokół na położone u stóp wzgórza miasto, o tej porze ciche i spokojne. Wiele udało się zrobić dobrego dla ludzi mieszkających w grodzie. Są teraz pogodni, zdrowi, nasyceni i życzliwi. Tak jest od czasu, gdy udało się ujarzmić straszną bestię, mieszkającą w pobliskich skałach. Bestia była okrutna, wroga i straszna w obejściu. Jednak siła wiary ludzi w dobro, męstwo rycerzy i króla, doprowadziły do tego, że bestia, z pomocą maga, została przemieniona. Przemieniona w opiekuna okolicy za pomocą magicznych ziół, zaklęć, magii. Osoba, która to wszystko przygotowała, stała na murach, radośnie patrząc teraz na okolicę – czas i przestrzeń. Błyszczała.

Autor: Marek Jasiński

Czerwcowa noc – 43

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wspaniałe tradycyjne obchody tego pięknego święta. Zebrana radosna gawiedź, świętowała pląsając na brzegu rozświetlonej rzeki.

Grupa przyjaciół oddzieliła się od bawiących się tu ludzi, zmierzając w kierunku pobliskiego lasu. Wiodła ich kobieta o srebrzystych włosach, cicho mówiąca coś o lesie, do którego zbliżali się. Widać było, że grupa przyjaciół pilnie słuchała jej opowieści, odnosząc się do niej z szacunkiem. Mówili do niej „Magdo” lub w ciepły sposób nazywali ją po prostu „Borówką”.

Borówka opowiadała przyjaciołom o magii sobótki, o historii z odległych czasów i o symbolice kwiatu paproci, dawniej zawzięcie poszukiwanego i upragnionego. Przyjaciele wymieniali między sobą wesołe uwagi o poszukiwaniach, sugerując, że i oni mogą spróbować i poszukać tego niezwykłego kwiatu. Borówka również z nimi się śmiała. Nagle powiedziała: „Wiem, myślicie, że to legenda. Jednak za chwilę poznacie niezwykłą prawdę. Legendą jest tylko przekonanie, że kwiat ten nie istnieje”.

Przyjaciele śmiali się jeszcze przez chwilę, ale zrozumieli szybko, że Magda nie żartowała. „Chodźcie za mną” – powiedziała. Zmieszani i zaciekawieni bardzo tym, co ich ulubiona przewodniczka powiedziała, w milczeniu już podążali za nią. Po niemal trzydziestu minutach dotarli na polankę. Światło księżyca srebrzyło trawy, krzewy i otaczające polankę drzewa. Grupa przyjaciół w tej scenerii wyglądała niemniej baśniowo.

Borówka zatrzymała ich gestem. Rozejrzała się po polance i powiedziała: „Ludzie szukają od bardzo dawna tego magicznego kwiatu. Właśnie dlatego trudno go odnaleźć zwyczajnym ludziom, ponieważ szukają zwykłego kwiatu o niezwykłym wyglądzie, kolorze, kształcie. Nikt z poszukiwaczy kwiatu nie przypuszczał nawet, że był bliżej, niż wydawać by się mogło, prawdy o cudownym kwiecie. Zamknijcie na chwilę oczy” – mówiła dalej Magda – „oddychajcie powoli powietrzem lasu, głęboko wpuszczając w głąb brzucha, energię oświetlonych światłem księżyca drzew. Oddychajcie powoli”.

Stali tak przez kolejne dziesięć minut cicho i spokojnie oddychając. Magda powiedziała: „Otwórzcie powoli oczy i patrzcie na polanę nie patrząc wprost”. Zrobili, jak powiedziała. Przez chwilę słychać było niezwykłą ciszę wstrzymanych oddechów. Przecierali zdumione oczy. Nad polaną unosiły się drobniutkie światełka, układające się we wzór rozchylającego się ku niebu kielicha. Kielicha, przypominającego do złudzenia zwiewny, dostojny zarazem świetlisty kwiat. Był bardzo delikatny i w świetle księżyca czy gwieździstej nocy zazwyczaj niewidoczny.

Magda cicho kontynuowała: „Magiczny kwiat to nie roślina. To istota lasu, magiczna energia mieszkających tu istot ze świata roślin. Nieraz starszych niż większość z nas, a czasem nawet starszych niż najstarsi ludzie. Kiedy oddychacie energią lasu, powietrzem wysyconym fluidami drzew, możecie zacząć postrzegać tę inną rzeczywistość. Magiczną rzeczywistość. Tę jak najbardziej prawdziwą. To niestety rzekoma prawda jest iluzją, którą co dzień na nowo stwarzamy bez końca. Rugując oczywiście jednocześnie prawdziwy obraz rzeczywistości. Patrząc stajemy się niewidomymi. Czując, budzimy się do widzenia prawdziwego obrazu świata. Kwiat paproci jest magiczny i tak poszukiwany, ponieważ ten, kto go zobaczy raz, już nigdy nie będzie widział świata jako zwyczajny. Już nigdy nie pozwoli się oszukać. Utwórzmy teraz krąg, aby podziękować siłom przyrody za ukazanie prawdy”.

Chwycili się za dłonie w kręgu, skupieni…, a drzewa szepcąc, szumiąc i trzeszcząc, opowiedziały im resztę prawdy o rzeczywistości. Od tego czasu przyjaciele wiele razy spotykali się z Magdą w magicznym prawdziwym lesie, za każdym razem coraz silniejsi, pełni światła, miłości i zdrowej energii. Nigdy więcej iluzja już nie była dla nich rzeczywistością. Magda wiele razy pokazała magiczną prawdziwą rzeczywistość. Pokaże im jeszcze wiele cudów świata, bo to początek prawdy o ich świecie…

Najdroższej Nauczycielce uczeń Marek Jasiński

Morskie fale – 30

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży stał dumnie wyprostowany człowiek. Pełnym mocy spojrzeniem wpatrywał się w horyzont, na którym kłębiły się groźne chmury. Niespokojne morze mówiło o zagrożeniu. Biały czarownik – bo to on był świadkiem ogromu zjawisk – roztaczał wokół siebie coraz większy blask. Z jego dłoni, głowy i całego ciała biła wielka moc, białe światło. Światło to pędziło w kierunku kłębiącej się czerni. Z czasem moc czarownika rosła, a morze robiło się spokojniejsze. Nadszedł pogodny wieczór.

Czarownik opuścił dłonie. Wyspa była bezpieczna, a na niej wszyscy mieszkańcy.

Autor: Marek Jasiński

Kwiat paproci rozkwitał – 2

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nocne motyle, zwabione jego pięknym zapachem i niezwykłym blaskiem. Życie zagęszczało się wokół niego. Niepostrzeżenie przybywało pląsających wokół niego istot. Wydawało się, że również nieruchome rośliny ożyły. Jakby było ich więcej i więcej. Okolica wokół paproci samoistnie zaczęła jaśnieć, drżeć i kołysać się. Do lasu wracało życie pełne miłości…

Autor: Marek Jasiński

Była sobie łąka – 57

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wokół okna latały motyle. Albo tylko tak to wyglądało. To w rzeczywistości były małe, kolorowe, latające wróżki.

Z wielką ciekawością zaglądały do okna. Wewnątrz pomieszczenia, na środku podłogi siedziała, otoczona świecami, szacowna trenerka magii wróżek, nazywana pieszczotliwie przez wróżki Borówką. Wykonywała właśnie rytuał przywoływania żywiołów. Na twarzy trenerki wróżek malował się spokój i rozbawienie zarazem. Czuła, że za oknem kłębią się maleńkie wróżki. Teraz jednak był dla niej czas. Czas na odnowę substancji żywiołów w organizmie. Stary, zapomniany rytuał. Dlatego małe wróżki muszą poczekać, co zresztą dobrze rozumiały. Ich trenerka musi mieć przecież wiele sił, aby nauczyć je trudnej magii. Po dłuższej chwili otwarła powoli oczy i spojrzała przez firankę na wpatrzone w nią małe istotki. Gestem przywołała je do siebie. Żadna z małych wróżek nie ociągała się. Wszystkie wkrótce siedziały u jej stóp.

Z otwartymi buziami przyglądały się swojej mistrzyni, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Borówka miała świetlistą skórę, roziskrzone radością oczy i promieniała zdrowiem i wewnętrzną siłą. Wróżki zaczęły radośnie klaskać w dłonie, kołysać się i podskakiwać. Borówka znów wykonała gest w powietrzu, rozpoczynający lekcję. Wróżki ucichły i uspokoiły się.

Borówka rozpoczęła wykład: „Praca dla ludzi, dbanie o ich zdrowie i szczęście, to niezwykle ważna sprawa. Jednak trzeba dbać zawsze więcej o siebie samego, bo tylko wtedy możemy siebie dać innym. Dziś obserwowałyście mnie przy rzadkim rytuale. Właśnie ten jest bardzo ważny. Dziś wszystkie nauczycie się go i codziennie, aż po kres waszych dni rytuał ten będziecie czynić. Podobnie jak ja, dzień po dniu…”

Dla kochanej Magdy napisał Marek Jasiński

Była sobie łąka – 55

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. W małym pokoju stała kobieta, okoliczni ludzie nazywali ją Borówką, a przyjaciele często nazywali ją żartobliwie Wiedźmą Borówką. Kobieta, tak naprawdę, miała na imię Magda.

Zaczęła pomału przechadzać się po pokoju, krążąc wokół ścian zastawionych regałami. Na regałach znajdowały się pamiątki, piękne zdjęcia, magiczne przedmioty i przede wszystkim wiedza, wiedza w postaci książek, albumów, skryptów…

Magda, przechodząc wokół pomieszczenia, przyglądała się uważnie przedmiotom. Przez całe swoje życie intensywnie studiowała i pracowała z wiedzą, którą przekazywał jej ojciec, przyjaciele, nauczyciel. Znowu przystanęła na środku pokoju i ogarniała wszystko wzrokiem.

Czuła się trochę słaba, ponieważ dużo pracowała z ludźmi tego dnia i wiele dni wcześniej. W tym czasie przyszło do niej bardzo wiele osób. Zdecydowana większość z nich cieszyła się z powrotu do zdrowia, z udzielonej im pomocy. Czasami niektórzy pacjenci sami nie byli przekonani, czy chcą wrócić do tego zdrowia, więc ich powrót nie zawsze był możliwy tak szybko, jakby tego może oczekiwali. Jednak Borówka nigdy odmawiała nikomu, nie pozostawiała nigdy żadnej osoby bez pomocy.

Teraz, patrząc na całą historię, która rozegrała się z jej udziałem, zyskała nowe spojrzenie na całość zagadnienia. Przecież, wszystkie te informacje, cała ta wiedza zawiera tylko jedną tajemnicę: „MOŻEMY”. Możemy wszystko. Możemy wypowiedzieć magiczne słowo, które leczy. Możemy wyobrazić sobie sytuację, kiedy leczy przedmiot magiczny i leczy energia, która wokół nas krąży.

Stojąc na środku pokoju, zamyślona, podniosła do góry oczy i pomyślała: „Przecież to nie ma znaczenia, czy jestem teraz zmęczona. To nie ma znaczenia, czy coś mnie boli. To nie ma znaczenia, czy jestem słaba. W każdym momencie mogę to zmienić”.

Złożyła dłonie przed sobą, właściwie zbliżyła je do siebie, przymknęła oczy, a wokół niej zaczęło delikatnie falować powietrze. Między dłońmi pojawiło się coś w rodzaju rozżarzonej mgiełki, strumieni falującego powietrza. Rozświetlona energia wzrastała wokół niej, falujące powietrze zaczęło jaśnieć, jaśnieć. Pomieszczenie wydawało się wypełniać niesamowitym zapachem, pięknym dźwiękiem przypominającym, jak gdyby dźwięczenie dzwoneczka, może dzwonków? Tak dzwonków, dzwonków tybetańskich, takich właśnie, jakich używa do leczenia pacjentów. Tak to ten dźwięk roztacza się wokół. Przestrzeń się rozświetliła, całe ciało otoczone zostało niewiarygodnie pięknym białym światłem, skrzącym się przebłyskami, energia otaczała ją z każdej strony dostarczając odżywczej i duchowej materii do każdej komórki ciała, do najdrobniejszej molekuły, zarazem transformując wszelkie toksyny, wszelkie trucizny, które były w organizmie, w otaczającym ciało fizyczne ciele eterycznym. Ciało leczyło się samo, działo się to dosyć szybko. Szybciej, niż mógł sobie to wyobrazić jakikolwiek człowiek, żyjący racjonalnością i myślący standardowymi zasadami, standardowym sposobem myślenia. Wszak to ważna zasada, że nie ogranicza nas żadna zasada, żadna fizyczna reguła, żadna racjonalność. To tylko poziom naszej wyobraźni kreuje nasz wszechświat…

Po pewnej chwili całe pomieszczenie falowało światłem, ciało Borówki samo z siebie zaczęło świecić. Wydawało się, że każdy, każdy najmniejszy nawet fragment ciała, najmniejszy skrawek skóry świeci.

Magda poruszyła się lekko, przycisnęła dłonie do siebie, potarła je, wykonała gest w powietrzu zamykający rytuał. Opuściła dłonie, powoli podniosła głowę, otworzyła oczy. Oczy lśniły siłą i radością, ciało stało się silne i energiczne, dawne zmęczenie znikło gdzieś w bezkresnej przepaści czasu. Borówka była przygotowana na to, żeby jutrzejszy dzień przeznaczyć przede wszystkim na regenerację sił, a przy okazji na dzielenie się swoją wiedzą z najbliższymi. Przygotowana na to, aby następny dzień poświęcić dalej na zgłębianie tajemnic, poświęcić dla swoich uczniów i przyjaciół. Przyjaciół, którzy byli jednocześnie uczniami. Nadchodzące dni jawiły się jako pełne radości, szczęścia i zdrowia.

Już nigdy nie będzie brakować ani sił, ani energii ani zdrowia. Magia jest w nas. Wystarczy tylko wyciągnąć dłoń…, tak jak uczyniła to Magda „Borówka” przez przyjaciół zwana „Wiedźmą Borówką”, przez pacjentów często „Panią od pleców”.

Opowieść ta jest dedykowana jest najdroższemu mojemu Nauczycielowi, ale również dedykuję je każdemu człowiekowi, który jest w potrzebie, aby skorzystał z własnej wewnętrznej magii.

Marek Jasiński

Mała ławeczka – 2

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często była świadkiem chwil pięknych i tych smutnych. W zasadzie każdego dnia… Nieraz obserwowała, jak te smutne zamieniają się w radosne, choć czasem było odwrotnie. Na szczęście tych dobrych momentów i zdarzeń było więcej…

Płacząca wierzba nieraz pomogła smutasom. Gładziła głowy i plecy siedzącym kłębkom nerwów, szemrała będącym w lęku. Była najdoskonalszym terapeutą.

Wraz z ławeczką, na której siadano, wierzba stanowiła rodzinę. Pełną, kochającą, tulącą…

Autor: Marek Jasiński

Przez kawiarniane okno – 3

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mała dziewczynka, która bawiła się z pręgowanym, szarym kotkiem. Jej oczy iskrzyły z przejęcia, a uśmiech nie schodził z ust. Choć zabawa z figlarnym, małym kocięciem trwała już dość długo, dziewczynka nieustannie jaśniała. Wielkie szczęście nie opuszczało jej nawet wtedy, kiedy przybiegł pies. Kocię cofało się, chroniąc w objęciach dziewczynki, co wywołało jeszcze większe szczęście. Pies przyjaźnie je obwąchał, zamerdał ogonem i pobiegł dalej.

Pomyślałem wtedy, że jeśli masz swoje szczęście w rękach, niestraszny ci wyimaginowany problem. Po prostu jak ta dziewczynka, jesteś szczęściem.

Autor: Marek Jasiński

Mała śnieżynka – 5

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr.

Mróz szczypał w uszy i nosy dzieci, bawiące się w świeżym śniegu. Dzielny malarz Mróz pokrył świetlistymi ornamentami większość okien chatek w bieszczadzkiej wiosce. Ornamenty były tak piękne, że wielu rodziców nie pomyślało nawet, aby niszczyć te dzieła natury. Przyglądali się radośnie bawiącej się latorośli z rozrzewnieniem. Sami tak niedawno robili to samo…

Autor: Marek Jasiński

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 26

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła szlachetny uśmiech na jego szlachetnym obliczu. Oczy jego emanowały szczególnym blaskiem. Miał ogłosić wielką nowinę. A w zasadzie to dwie.

Z wyprawy po magiczne ziele wrócił królewski syn. Powrócił po roku nieobecności. Było to wielkie szczęście dla wszystkich mieszkańców królestwa. Nie tylko dla samej Królewskiej Rodziny.

Druga wiadomość, niemniej dobra, to wiadomość, że do grodu zbliża się zaproszony wielki mistrz magii Światła, który zamierza zostać w grodzie na stałe…

Autor: Marek Jasiński