Kustosz z zainteresowaniem – 14

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku były karteczki z życzeniami: „chciałbym nie wstydzić się, że brzydko jeżdżę na nartach”, „chciałabym odważnie bronić swojego zdania podczas rodzinnych spotkań”, „trudno mi ukończyć pracę – stale coś poprawiam, wyszukuję braki w czymś, co właściwie jest już gotowe”…

Tego typu życzenia, skargi i zwierzenia – na kartkach różnego koloru, oraz duże koperty różnej wielkości wypełniały pokaźne kartonowe pudło, owinięte w pakowy papier. W kopertach, jak przekonał się kustosz, również były tego typu życzenia, opowieści, wezwania jakby.

Kustosz zastanowił się, w wysokim stopniu zaciekawiony – „Czy ktoś traktuje mnie jak spowiednika? Czy to jakiś łańcuszek – bo przecież wygląda to tak, że liczne osoby otrzymały te kartki lub koperty, dodały swoje, wysłały dalej… I czy ja też mam wysłać? Ale do kogo? … Zastanówmy się…”

W tym momencie zadzwonił telefon.

– Czy to pan kustosz? – odezwał się energiczny, męski głos. W tle słychać było młode głosy, pełne radości, życzliwości, śmiechy jakieś ciche.

– Tak to ja, słucham?

– Przychodzimy do pana. Robimy u pana, panie kustoszu zebranie Klubu Ludzi Sukcesu. Na początek przerobimy garść problemów zgromadzonych na karteczkach!

– Świetnie – odparł kustosz – już nastawiam wodę na herbatę.

Autor: Motyl

W dolinie – 32

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, starsi państwo zajęci byli szykowaniem paczki dla syna. Ciepłe skarpetki, domowa kiełbasa, słoiczki z przygotowanymi przepysznymi domowymi specjałami, wiele przeróżnych drobiazgów. I bawełniane szmatki do przecierania szkieł, i buteleczka ze specjalnym sprayem do precyzyjnych przyrządów naukowych. Przyda się to wszystko młodemu mężczyźnie, pracującemu w obserwatorium pod szczytem góry, niedostępnej przez trzy-cztery miesiące zimowe. A zima już nadchodziła. Rano słońce złociło coraz szersze pasma, połacie całe szronu.

Autor: Motyl

Gromadka dzieci – 56

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dworku. Pięknym, białym dworku uplasowanym nad jeziorem.

Mówiła, że przyszła tam kiedyś i wszystkim, którzy tam przyszli w gości – a było ich więcej niż dzieci na podwórku, więcej niż dzieci w całym osiedlu – wszystkim, było tam dobrze. Ten, kto umiał grać w piłkę koszykową – zaczynał również pięknie śpiewać (tutaj kilkoro dzieci zaśmiało się). Niejadkom nagle wszystko smakowało. Szpinak (rozumiecie, dorośli mają swoje wymagania) nagle smakował, tak jak lody. A lody, podane w srebrnych pucharkach, odrastały podczas jedzenia. Kiedy dziecko już nie chciało więcej – pucharek robił się pusty i całkiem czysty.

– A czy można tam było przyjść z pieskiem? – zapytała dziewczynka z kokardkami.

– Tak – uśmiechnęła się babcia i wyjaśniła z powagą:

– Tam był wspaniały tor przeszkód dla psów, wokół podwórka.

– A czy trzeba było zaraz już iść do domu? – zapytał Marek.

– Nie, Marku, tam każdy miał na noc swój pokoik z lampką.

– I misiem! – zawołała Zosia.

– Tak, Zosiu, z mruczącym misiem.

Dzieci zaczęły być senne…

Autor: Motyl

Na ekranie – 14

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „DOŚĆ TEGO LICZENIA! IDZIEMY BAWIĆ SIĘ W BERKA”.

Autor: Motyl

Roztańczona brzózka – 19

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu nadleciał wiatr migdałowy. Czekoladowe powiewy spowodowały zdumienie pierzastych mieszkańców gaju. Przestały ćwierkać, a nawet przez chwilę szeleścić wśród listowia. Z kawiarni dochodził teraz szmer, brzęk szklaneczek z oranżadą.

Najbardziej rozkapryszone dzieci biegły już w stronę brzozy. Chcemy soku brzozowego! Drżyj!

Autor: Motyl

Księżyc wyszedł zza chmur – 25

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Szczęk łańcuchów dał się słyszeć nie wiadomo skąd. Krzyknął – z wyniosłych murów – rycerz, wsparty na ogromnym kosturze:

– To znów twój odgłos, twoje łańcuchy! Ha, słyszę ciebie, nawet w lochu zamknięty towarzyszysz mi, spotkamy się. Ale dziś pełnia…

Zniknął po tych słowach potężny mężczyzna.

Zgrzyt, stuki dochodziły teraz z ociemniałej nagle ściany. W fosie bulgotało Coś-niecoś, nie wiadomo:

– Nie – bul bul – opu – bul bul! – ścisz tego zamku – ssss. Bul bul bul! Fosa moja, otacza cię jak ta noc! Ciesz się pełnią, ciesz. Przyjdzie róż! Przyjdzie!

Bulgotnęło jeszcze raz, zapadła na chwilę cisza. Przymglone teraz światło księżyca wydobywało tylko kontury budowli.

Autor: Motyl

Kwiat paproci rozkwitał – 36

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał rzesze sarenek, jeży, kulawych muchomorów i młodych muchomorzątek, z jedną kropką tylko. Wśród zielonych gałęzi przemykały ptaki, zbliżając się stopniowo do polanki. Kwiat ów, najbielszy na polanie, się otworzył, między korzeniowymi odnogami wielkiego dębu.

Autor: Motyl

Morskie fale – 39

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży wylądowały wielkie żółwie. Gramoliły się z mokrego piasku dalej w ląd, wyżej. Wszystkie te żółwiowe samice znalazły wreszcie odpowiednie miejsce, w ich żółwiowym mniemaniu najlepsze. Wykopawszy dół, wpuszczały tam po kilkanaście, może kilkadziesiąt jaj. Nie mogłem policzyć! Jachtem kołysała lekka bryza, a soczewki przenośnego teleskopu zaparowały, pleśnią zarosły. Nie przeliczę ile, a po to tutaj przypłynąłem. Co za pech! Trzeba było dopłynąć do brzegu wpław. Ale ja się boję wody… I pontonowce zabrałem na tę wyprawę. Chyba zwrócę się do towarzyszki podróży, niech mnie powachluje. Chyba mi ciśnienie skoczyło!

Autor: Motyl

Morskie fale – 33

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży schowaliśmy skarb. Mam nadzieję, że ostatnie huragany nie odsłonią wielkiej, okutej skrzyni. Musimy tylko wykopać ją. Zwracamy się do Czytelników – potrzebne są silne chłopy i baby do kopania, w warunkach tropikalnego klimatu.

Autor: Motyl