Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.
Otworzył ją i zobaczył, że w środku były karteczki z życzeniami: „chciałbym nie wstydzić się, że brzydko jeżdżę na nartach”, „chciałabym odważnie bronić swojego zdania podczas rodzinnych spotkań”, „trudno mi ukończyć pracę – stale coś poprawiam, wyszukuję braki w czymś, co właściwie jest już gotowe”…
Tego typu życzenia, skargi i zwierzenia – na kartkach różnego koloru, oraz duże koperty różnej wielkości wypełniały pokaźne kartonowe pudło, owinięte w pakowy papier. W kopertach, jak przekonał się kustosz, również były tego typu życzenia, opowieści, wezwania jakby.
Kustosz zastanowił się, w wysokim stopniu zaciekawiony – „Czy ktoś traktuje mnie jak spowiednika? Czy to jakiś łańcuszek – bo przecież wygląda to tak, że liczne osoby otrzymały te kartki lub koperty, dodały swoje, wysłały dalej… I czy ja też mam wysłać? Ale do kogo? … Zastanówmy się…”
W tym momencie zadzwonił telefon.
– Czy to pan kustosz? – odezwał się energiczny, męski głos. W tle słychać było młode głosy, pełne radości, życzliwości, śmiechy jakieś ciche.
– Tak to ja, słucham?
– Przychodzimy do pana. Robimy u pana, panie kustoszu zebranie Klubu Ludzi Sukcesu. Na początek przerobimy garść problemów zgromadzonych na karteczkach!
– Świetnie – odparł kustosz – już nastawiam wodę na herbatę.
Autor: Motyl