Przez kawiarniane okno – 4

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich prawdziwa Czarodziejka. Pozornie niczym się nie wyróżniała z tłumu – miała na sobie lekki płaszcz, torbę i parasolkę. Mijając przechodniów uśmiechała się do nich życzliwie. Bardzo często uśmiech ten był prawie niewidoczny, ale i tak każdy, kto złapał choć na chwilę z nią kontakt – czuł, że przepływa do niego fala życzliwości i ciepła. Kiedy ją poczuł, mógł przekazać ją potem dalej, o ile zachował choć odrobinę wrażliwości.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 3

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mała dziewczynka, która bawiła się z pręgowanym, szarym kotkiem. Jej oczy iskrzyły z przejęcia, a uśmiech nie schodził z ust. Choć zabawa z figlarnym, małym kocięciem trwała już dość długo, dziewczynka nieustannie jaśniała. Wielkie szczęście nie opuszczało jej nawet wtedy, kiedy przybiegł pies. Kocię cofało się, chroniąc w objęciach dziewczynki, co wywołało jeszcze większe szczęście. Pies przyjaźnie je obwąchał, zamerdał ogonem i pobiegł dalej.

Pomyślałem wtedy, że jeśli masz swoje szczęście w rękach, niestraszny ci wyimaginowany problem. Po prostu jak ta dziewczynka, jesteś szczęściem.

Autor: Marek Jasiński

Przez kawiarniane okno – 2

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały chłopczyk. Wyglądał tak, jakby kogoś szukał. Szedł podskakując, a jednocześnie się rozglądał. W pewnym momencie pojawił się uśmiech na pucołowatej buzi i wyraźnie przyśpieszył, kierując się w stronę drobnej, uśmiechniętej staruszki. Podbiegł, przytulił się i dalej szli już razem, trzymając się za ręce.

Autor: Andrzej B.

Przez kawiarniane okno – 1

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały piesek, który szukał swojego domu. Zgubił się, a może zgubiono jego. Teraz błąkał się, szukając znajomych zapachów i obrazów. Było dość zimno i bardzo dygotał…

Zauważyły go dzieci, który szły ze swoimi rodzicami. Pokazały im pieska i pytająco-prosząco patrzyły na mamę i tatę. Ci, oczywiście, natychmiast zrozumieli, o co chodzi ich pociechom. Spojrzeli po sobie, uśmiechnęli się i podeszli do pieska. Chcieli sprawdzić, czy ma jakieś dane identyfikacyjne na plakietce przyczepionej do obroży. Okazało się, że nie miał ani plakietki, ani nawet obroży, więc wzięli go ze sobą.

Piesek zyskał nowy dom, dzieci – przyjaciela, a ich rodzice zadowolenie, gdy widzieli, z jakim oddaniem ich dzieci opiekują się pieskiem. Często całą rodziną – wspólnie z psem, który też już do rodziny należał – chodzili na spacery – również na plac, na którym spotkali się po raz pierwszy.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 43

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dobrze mi znany miejski pejzaż…

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że życie trochę przypomina mi deszcz, a może raczej, że dni przemijają jeden po drugim, tak jak krople deszczu spadają kropelka po kropelce. Każdy jest taki sam, a jednocześnie bardzo się różnią. Jest ich bardzo dużo, ale nie trwają bez końca, bo życie kiedyś przeminie, a deszcz kiedyś się skończy. Może więc warto doceniać każdą kropelkę deszczu i każdy dzień, który został nam dany?

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 42

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było deszczowy, miejski pejzaż.

Babcia podeszła do okna, trzymając w ramionach małe dziecko – swoją wnuczkę. Zaczęła opowiadać małej o mgle, o mieście, o całym świecie… I nie zważała na to, że maleńka jeszcze nie umiała mówić, tylko patrzyła tak, jakby cały świat chciała wchłonąć swoimi oczami.

Babcia kołysała małą i mówiła, mówiła, mówiła…

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 41

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było delikatne cienie drzew. Zza chmur wychodziło słońce i krople rozświetlały się jak małe światełka. Po pół godzinie było już całkiem ciepło. Sąsiadka z pobliskiego domu wywiesiła pranie. „Pewnie szybko wyschnie, dzień dobry” – powiedział sąsiad. Na to sąsiadka zauważyła, że zaraz już będzie wieczór.

Trzeba jeszcze zrobić kolację i posprzątać kuchnię. Nie da się tego nie robić, gdy są małe dzieci. Czasem się to robi z przyjemnością, a czasami odruchowo.

Wtem na podwórze wjechało auto dostawcze pizzy. Problem kolacji został rozwiązany. Cała rodzina usiadła przy stole. Ojciec dał pomysł, że po posiłku każdy sam zmywa swój talerz i sztućce.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 40

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było witryny sklepu spożywczego. Kasjerka przerzucała towar przez kasę, a ludzie płacili. Kobieta chciała zrobić coś śmiesznego, by nie było nudno. Ale co to by mogło być? „Jestem przecież w pracy” – pomyślała. Może sposobem było zawieszanie nieco dłużej wzroku na osobach, które podchodziły i kasy i krótka rozmowa. Każda osoba była inna, ale każda płaciła i wkładała produkty do reklamówek. Z żartów nic nie wyszło, ale przyszła refleksja: „Każdy z klientów jest inny, ale cel ich pobytu w sklepie jest jeden – zakupy”.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 39

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było lejek. Duży lej, do którego spływała woda z dachów, a dalej – pionową rurą na ziemię. Ktoś wcześniej zbudował dach, by było sucho. Ktoś zbudował też pozostałe elementy domu. Dom buduje się od dołu do góry, po kolei. W domu są łazienki, gdzie można umyć ręce. Jest piec, by było ciepło. Są firanki. Jest urządzenie do prania, czyli pralka. W domu można zapalić światło i obejrzeć w TV prognozę pogody. Umyte talerze stoją w ociekaczu, a łyżeczki mogą być w szufladzie. W szafie jest koc, a na stole gazety. Kapcie leżą w przedpokoju, a na parapetach są kwiaty. Czasami w domu podlewa się kwiaty i wyciera kurze, a czyste okna wpuszczają do pokoi dużo wiosennego światła.

Autor: Adam