Przez kawiarniane okno – 24

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Jacek i jego rodzice. Jacek lubił gwizdać w każdym miejscu, gdzie się znajdował. Rodzicom nie było łatwo z takim zachowaniem chłopca, ale znaleźli pewien środek zaradczy. Na Jacka działała obietnica zjedzenia na ciepło jego ulubionych parówek. Wtedy przestawał gwizdać.

Dziecko było już całkiem duże i wraz z nasyceniem się parówkami, zniknęło też gwizdanie. W swoim kolejnym etapie wędrówki po tym świecie Jacek zaczął bardzo chętnie czytać książki.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 23

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Baletnica. Tak nazywał się szef grupy rowerzystów. Grupa jeździła na wycieczki, robiła dużo kilometrów. Nieważne było dokąd jadą. Ważne, by przejechać jak najwięcej kilometrów. Baletnica szedł przodem, prowadząc swój wyczynowy rower, a za nim szła grupa piętnastu rowerzystów – też z rowerami.

Po zimnej podróży dobrze jest się ogrzać przy ciepłym ogniu. Ogień jest dobry, ale w bezpiecznej odległości. Patrząc na żywioł, oceń, w jakiej skali jest destrukcyjny, a na ile przydatny…

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 22

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewien roztargniony pisarz ze stertą papierów pod pachą. Właśnie uciekał przed deszczem, bo jak zwykle zapomniał parasola i w popłochu szukał suchego miejsca do schronienia. Jego wzrok zatrzymał się na oknie kawiarni. Wszedł do niej przez drzwi, otrzepał włosy i ubranie z deszczu – i z rozmachem usiadł przy stoliku, odetchnąwszy głęboko. Lekko zmoczone papiery, z zapiskami robionymi ołówkiem, rozłożył obok siebie. Zamówił mocną kawę i… zatonął w swoich rozmyślaniach.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 21

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mały, zgarbiony, czarniawy człowiek z wielkim plecakiem. Nogi miał cienkie, owłosione i wielkie, zakurzone buty, z których wystawały podarte skarpety. Szedł szybko, mijał wszystkich. Dokąd się śpieszył? Kim był? Ja go zobaczyłam, a on czy zauważył kogokolwiek wokół siebie…

Autor: Meidi

Przez kawiarniane okno – 20

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich kobieta w purpurowej sukni, która nie miała twarzy.

Malarz wziął najcieńszy, delikatny pędzelek i kilkoma dotknięciami przywołał na płótno rysy jedynej kobiety, którą przez wszystkie lata kochał naprawdę.

Odwrócił ramkę obrazu i napisał najbanalniejszy tytuł, jaki przyszedł mu do głowy: „Popołudnie na Placu Zamkowym”

Autor: Piotr

Przez kawiarniane okno – 19

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dostrzegłam jedną fajną babkę. Szła uśmiechnięta, w słomkowym kapeluszu na głowie, nucąc jakąś wesołą melodię. Jej krok był pewny, dziarski i zdecydowany. Szła, trzymając się za ręce z wysokim, uśmiechniętym mężczyzną, który powtarzał jej czule: „jesteś cudowna”. Cała sytuacja nie byłaby wcale jakaś osobliwa, gdyby nie fakt, że oboje mieli na plecach plecaki, z których wystawały cztery wesołe, dziecinne główki – po dwie z każdego plecaka. Od czasu do czasu zamieniali się plecakami, wywołując przy tym radość i pisk dzieci. W pewnym momencie doszli do plaży, którą widać było z kawiarnianego okna. „Trzeba nabrać sił przed dalszą podróżą” – stwierdzili oboje. Fajna babka przekazała swój plecak mężowi, a sama rozpoczęła taniec na plaży.

– Twoje cudowne ruchy uspokajają nie tylko Ciebie, ale i mnie. Mógłbym tak patrzeć bez końca – powiedział mąż.

– I my też – krzyknęły radośnie dzieci.

Autor: Hania

Przez kawiarniane okno – 18

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich kobieta, która nie zdawała sobie sprawy z własnej atrakcyjności. Szła powoli ze spuszczoną głową i nie widziała zachwyconych spojrzeń, jakimi obdarzali ją przechodnie. Dopiero kiedy usłyszała szepty – zaczęła się rozglądać i szybko zauważyła, że większość przechodniów się jej przygląda. Pomyślała, że może ma plamę na spódnicy, podarte rajstopy albo fryzura przestała ładnie wyglądać. Przystanęła więc przy wielkim oknie wystawowym, żeby się sobie przyjrzeć. Szybka lustracja uspokoiła ją – spódnica była czysta, rajstopy całe, a fryzura też była w najlepszym porządku. Ponieważ zatrzymała się przy sklepie z odzieżą – zaczęła przyglądać się pięknym sukienkom, w które ubrane były manekiny na wystawie. Ludzie też przystawali, ich sylwetki odbijały się w oknie wystawowym. Widziała więc manekiny o nienagannych figurach, sylwetki ludzi i swoją postać. Zauważyła, że ludzie nie patrzą na manekiny i sukienki na nich leżące, tylko na nią. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje… Zaczęła uważnie przyglądać się swojemu odbiciu w oknie wystawowym. Patrzyła, tak jakby widziała się po raz pierwszy w życiu. Po dłuższej chwili pomyślała – „nie wyglądam najgorzej”. Przyjrzała się sobie ponownie i uznała – „no, ostatecznie może być”. Ta myśl sprawiła jej przyjemność. Zadowolona odwróciła się od wystawy, żeby dalej pójść swoją drogą. Lecz teraz, zamiast patrzeć na chodnik, przyglądała się mijanym po drodze ludziom. Odwzajemniała ich uśmiechy i zauważyła, że są bardzo atrakcyjni. Więc dalej szła – zadowolona z siebie i podziwiająca innych… I tak już jej zostało…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przez kawiarniane okno – 17

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich znalazł się Kubuś Puchatek, który, jak powszechnie wiadomo, jest misiem o bardzo małym rozumku. Tygrysek wyfikołkował go już niejeden raz, a osioł Kłapouchy tylko kłapnął coś uchem i usnął…

Kubuś bohaterskim krokiem udał się do pobliskiego pana pszczelarza, żeby przyjrzeć się produkcji smakowitego miodu.

Kubuś, jako misiowy cymbałek, nie był w stanie przewidzieć, że zanurkowanie do ula zakończy się całkowitym pokąsaniem przez pszczoły.

Od tej pory wszyscy znajomi wołali na niego Bąbelkowy Kubuś Puchatek, albo po prostu „cześć Bąbel”!

Autor: Bubulubu

Przez kawiarniane okno – 16

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich małe Słoneczko. W końcu Słoneczko też człowiek, więc może sobie pójść na spacer. Założyło kurteczkę z długim rękawem, spodnie, rękawiczki. Głowę omotało chustą, żeby uchronić ludzi przed swoimi palącymi promieniami. Szło na chudych nóżkach, przy tym tańczyło i przytupywało w rytm swojej własnej muzyki.

Zdziwiona zobaczyłam, że coś dziwnego dzieje się z tymi jego nóżkami. Zaczęłam się uważnie przyglądać, a ono mrugnęło do mnie okiem i pokazało w zwolnionym tempie, co robiło…

Otóż te jego nóżki, to były promienie i Słoneczko przy każdym kroku wyjmowało jeden promień z nogawki, drugi przekładało do tej nogawki, a trzeci wkładało do nogawki właśnie opustoszałej. Po prostu szło i kręciło się dookoła…

Dobrze się bawiło, a jak razem z nim. Dotąd robi mi się ciepło w okolicy seca, i uśmiecham się wesoło, jak przypomnę sobie ten obrazek.

Autor: Jagódka

Przez kawiarniane okno – 15

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich grupa harcerzy. Byli w mundurach, więc byli widoczną grupą. Dziecko nie utrzymało jednak długo wzroku na nich, choć w gronie harcerzy były też inne dzieci. Najatrakcyjniejsze było jednak to, co stało przed nim na stole, czyli pucharek z lodami i polewą. Towarzyszący mu rodzice pili kawę i jedli gorące ciasto – szarlotkę.

Był to dzień urodzin malucha. Stąd wizyta z kawiarni na Starym Mieście. Piękne zabytki i bardzo dobra kawa. Lody pewnie też były wyśmienite, bo dziecko prosiło już o drugą dokładkę.

Rodzice mieli dylemat. Ojciec był gotów wziąć jeszcze jedną porcję, a mama była temu przeciwna. Sytuacja rozwiązała się sama. Tego dnia była zmiana czasu i kelner oznajmił, że niedługo zamykają.

Autor: Adam