Przez kawiarniane okno – 50

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich psy. Dużo psów. Rasowe i kundle. Wesołe i smutne. Grzeczne i rozrabiaki. Niektóre psy były wzięte ze schroniska. Troszkę przestraszone, ale wpatrzone w swoich właścicieli. Te rasowe nie patrzyły na swoich właścicieli, ale właściciele patrzyli z dumą na swoje piękne, drogie, rasowe psy. Najmniejsze psy były niesione na rękach, miały obróżki wysadzane kryształkami. Wszyscy szli do stajenki, w której stały owce, woły, osły, a w środku leżał mały Jezusek.

Autor: Kasiula

Przez kawiarniane okno – 49

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich starszy pan. Dużo myślał o tym, że zbliżają się Święta, Choinka, że tyle ludzi go zaprasza, wiedząc, że mieszka sam, a rodzina albo jest daleko, albo już odeszła na zawsze. Chciał i nie chciał być razem z nimi. Chciał, bo czuł, że byłoby mu łatwo i miło, a nie chciał, bo wydawało mu się, że będzie pożyczał sobie czyjeś życie, wchodził w radości, które wypracował ktoś inny. W końcu zdecydował, że wyjedzie do schroniska w górach, wyjdzie do lasu z workiem jabłek. Wtedy będzie Mikołajem dla jeleni i zajęcy. I tak zrobił.

Autor: Borówka

Przez kawiarniane okno – 48

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mężczyzna o innym kolorze skóry, niż pozostali ludzie w tłumie. Różnił się nie tylko kolorem skóry – również rysami twarzy.

„Ciekawe, czy jest mieszkańcem, czy gościem w tym wielkim mieście? Co tu robi? Jak rozmawiają z nim ludzie?” – takie pytania zadawała sobie dziewczynka, która siedziała z rodzicami w kawiarni i przez okno obserwowała plac i przechodzący tłum.

Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że do tego mężczyzny podszedł inny, o takim samym kolorze skóry i podobnych rysach twarzy. „A więc nie jest sam. Nie jest samotny, ma towarzystwo” – z ulgą pomyślała dziewczynka i zajęła się deserem, który postawił przed nią kelner.

Autor: Siostrzyczka

Przez kawiarniane okno – 47

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł aktor. Przygotowywał się do swojej roli i nie zwracał uwagi na wędrujący tłum. Nogi same zaprowadziły go do teatru…

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 46

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła Nadzieja.

Rozglądała się ciekawie, bo była nowa w tym dużym mieście. Przyglądała się ulicom, budynkom i… ludziom. Najbardziej interesowali ją właśnie oni: duzi i mali, starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci.

Ciekawa była, jacy są? Czy ją polubią? Czy pozwolą jej zamieszkać w ich mieście? Czy pozwolą, żeby sprowadziła tu swoją rodzinę? Rodziców? Dzieci? Siostry i braci?

Na chwilę posmutniała, ale przypomniała sobie, że przecież jest Nadzieją…, a to zobowiązuje. Rozjaśniła się, rozluźniła i zaczęła się wlewać w serca ludzi. Pomyślała: „Może jednak pozwolą mi zostać ze sobą”…

A ludzie poczuli ją i dotychczas szare miasto w ich oczach zaczęło przybierać piękne, kolorowe barwy.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przez kawiarniane okno – 45

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich rodzina wyróżniająca się w tłumie.

Niektórzy szli spokojnie, uważnie spoglądając na ludzi, przechodzących obok. Delektowali się popołudniowymi, letnimi promieniami słońca i muzyką dobiegającą od strony placu, na którym grała orkiestra.

Szli jedni obok drugich, nie rozmawiając ze sobą, zajęci tym, co działo się wokół.

Rodzina wyróżniała się z tłumu. Nie rozmawiając, byli cały czas zajęci sobą. Słuchali muzyki, a mimo to spoglądali na siebie. Uśmiechali się. Cieszyli się byciem razem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przez kawiarniane okno – 44

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich niespodziewanie wysoki i karykaturalnie szczupły człowiek. Szedł z dziwną powagą, powoli i miarowo. Gdy doszedł do latarni, przystanął i zaczął pluć na chodnik. Gdy cała jedna płyta chodnikowa była już mokra, delikatnym, wręcz eleganckim ruchem, wyjął z kieszeni chusteczkę, przykląkł i unurzał ją w plwocinach. W pewnym momencie uznał, że chustka jest już dostatecznie wilgotna, więc szybko powstał i zdecydowanym, żołnierskim krokiem ruszył w stronę kawiarni. Zatrzymał się równie zdecydowanie przed kawiarnianą witryną i mokro-brudną chustką napisał na szybie: „DWA LATA JESZCZE”. Gdy to uczynił, jakby posmutniał i z wolna się oddalił.

Autor: Allbeertt

Przez kawiarniane okno – 43

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła opowieść. Chciała być opowiadana, a może nawet spisana, więc rozglądała się za jakimś gawędziarzem, poetą lub pisarzem. Zatrzymała się przy kawiarnianym oknie, bo zauważyła kobietę, która siedziała przy małym stoliku i pilnie notowała coś w swoim zeszycie. Opowieść weszła do kawiarni i stanęła obok stolika. Zerknęła przez ramię piszącej kobiety i zobaczyła, że zapisuje opowiadanie. Opowieść uznała, że znalazła odpowiednią osobę. Została z kobietą i gdy ta szuka natchnienia, opowieść zaczyna się snuć. A kobiecie wydaje się, że od jakiegoś czasu natchnienie ciągle jej towarzyszy i pisanie przychodzi jej z łatwością.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 42

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dwie dziewczyny, które rozmawiały o kawie. Była odpowiednia pora na popołudniowe spotkanie. Dziewczyny ustaliły, do której kawiarni wejść, by otrzymać najlepszą kawę w mieście. Miały w tym doświadczenie, ale ich gusta były różne. Ni stąd ni zowąd, o wyborze kawiarni zaważył porządek i czystość tej, koło której właśnie przechodziły.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 41

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła wiosenna miłość. Ptaki świergotały, słońce świeciło, szare zwykle miasto teraz było rozjaśnione słońcem, zielenią młodych listków i świeżością trawy. Nawet ludzie wydawali się weselsi, lżejsi i bardziej kolorowi, gdy zdjęli już bure płaszcze i kurtki. Wiosenna miłość rozsiewała swoją radość i lekkość. „Ciekawe, ile osób zakocha się teraz? Ile osób odkryje nową miłość, a ile odkryje na nowo swojego partnera lub partnerkę i zakocha się na nowo w kimś, kogo dawno poślubiło?” – tak sobie myślała wiosenna miłość, gdy przechodziła późnym popołudniem przez plac.

Autor: Ewa Damentka