Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dźwigowy.
Wracał z pracy zmęczony. Dziś jego zajęcie było bardzo odpowiedzialne i męczące.
Pomimo zmęczenia schylił się i podniósł zabawkę, która wypadła z dziecięcego wózka.
– Co pan robi? – zapytała właścicielka wózka i dzieci.
– Jestem dźwigowym.
– Proszę pana, pytam raczej, dlaczego pan podnosi zabawkę w sytuacji, gdy obok idzie mój dziesięcioletni syn? Jest od pana młodszy.
– Bo jestem dźwigowym, lubię tę robotę – i oddał zabawkę małemu dziecku.
Autor: Adam