Przez kawiarniane okno – 40

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dźwigowy.

Wracał z pracy zmęczony. Dziś jego zajęcie było bardzo odpowiedzialne i męczące.

Pomimo zmęczenia schylił się i podniósł zabawkę, która wypadła z dziecięcego wózka.

– Co pan robi? – zapytała właścicielka wózka i dzieci.

– Jestem dźwigowym.

– Proszę pana, pytam raczej, dlaczego pan podnosi zabawkę w sytuacji, gdy obok idzie mój dziesięcioletni syn? Jest od pana młodszy.

– Bo jestem dźwigowym, lubię tę robotę – i oddał zabawkę małemu dziecku.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 39

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich słoń, który przed chwilą uciekł z wagonu z transportem cyrkowym. Biedak – usłyszawszy głośny sygnał klaksonu – wyrwał zbyt słabe zamknięcie zamka wagonu i nagle znalazł się w scenerii codziennego życia miasta, absolutnie poza jego sferą komfortu.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 38

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dama z łasiczką – tak ta sama. Chciała się trochę rozprostować i przespacerować popołudniową porą ulicami waszego miasta.

Ktoś chciałby zaprosić ją na kawę?

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 37

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich samotność w tłumie. Wy – mieszkańcy miast – pewnie dobrze ją znacie. Jesteście tak zaganiani, że udajecie, że jej nie ma. Kiedy podejdzie do was na przystanku lub zapuka do drzwi – odwracacie się w drugą stronę lub pilnie sprawdzacie wiadomości w waszych telefonach.

Ona jednak nie odchodzi. Depcze za wami dokądkolwiek się udacie – nawet jeśli przyspieszacie kroku.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 36

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ONO – nijakie, szare, bez wyrazu. Takie byle jakie. Poszargane i zmęczone życiem. Z zaropiałymi oczami. Nieufne i smutne – głodne ludzkiej miłości.

Aż wyciągnęła w jego kierunku rękę i pogłaskała go, dała się obwąchać i polizać. Przyniosła miskę strawy i ciepły płaszcz. Nijakość i szarość zaczęły nabierać blasku, przeobrażając się już w coś innego – bardziej czegoś jakiegoś, niż byle jakiego.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 35

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich osoby dziwnie ubrane, z wieloma bagażami. To byli aktorzy udający się na Stare Miasto.

Był letni wakacyjny dzień i w Centrum odbywał się wieczorek dla dzieci, które zostały na wakacje w mieście. Wieczór obfitował w trzy krótkie, kolejno po sobie następujące, sztuki oraz poczęstunek lodowy. Później był wieczór muzyczny pod gołym niebem, przeznaczony dla dorosłych i starszej młodzieży. Atrakcją były występy nowo powstałych zespołów muzycznych.

Na koniec imprezy organizator zaprosił wszystkich imprezowiczów na wieczór kabaretowy mający odbyć się w niedzielę.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 34

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich myśliciel. To, co go wyróżniało, to nie był strój, ale sposób bycia i myślenia. Aprobował świat takim, jaki jest i dołączał do niego odpowiednią myśl na odpowiedni czas. Myśliciela charakteryzowała też odwaga. Był on także przedsiębiorcą, więc charakteryzował się ciekawością, skierowaną na innych, a konkretnie interesował się potrzebami innych ludzi.

Mówił, że działanie na dużą skalę jest takie samo jak na małą skalę, ale na dużą.

„Człowiek powinien być uczciwy, gdyż jest to zdrowy mechanizm” – zawsze powtarzał podczas spotkań przy kawie. Dodawał przy tym często:

„Cenne jest to, co możesz dać niezależnie od tego, ile masz.”

„Pomocny jest rytm i porządek w działaniu – przyroda też ma swój rytm i porządek.”

„Dyscyplinuj raczej siebie niż innych. Wiedza to dar – korzystaj z niej.”

„Bądź radosny, bo warto.”

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 33

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dumny, barczysty mężczyzna, przemierzający ulicę na białym koniu. Wyglądał dość osobliwie wśród samochodów i tłumu ludzi. Niemal wszyscy przyglądali się mu z zaciekawieniem. On tymczasem płynnie omijał stojące na jego drodze przeszkody i po chwili zniknął za rogiem.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 32

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich, na przystanku rozegrała się szybka scenka – do mężczyzny, wyglądającego na bezdomnego i zmarzniętego, podeszła nagle kobieta i podając mu swoje czarne, wełniane rękawiczki powiedziała:

– Proszę założyć te rękawiczki, mogą być za małe, ale proszę je założyć.

I wsiadła do nadjeżdżającego tramwaju.

Mężczyzna nic nie odpowiedział. Włożył nieco przymałe damskie rękawiczki.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 31

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich… po założeniu czarodziejskich okularów, dotrzeć można było iskierkę – czerwono-żółtą – maleńką, błyskającą i znikającą. Przeskakiwała od ramienia do ramienia. Potem do dłoni i do czubka butów. Z czubków butów błyskawicznie odbijała się w pionie – wprost do kapeluszy i ramion, po czym, jak bumerang wracała na dłonie przechodniów. I opadała na chodnik. Czasem dostawała się to teczek i torebek, znikając na moment w ich wnętrzach. Ci mali przechodnie mogli ją nawet wyczuć, bo nieraz już odnajdywały się w ich tornistrach dawno zagubione ulubione drobiazgi.

Autor: Ewa Majewska