Duży stół wystawiono – 19

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który może się zjawić. Robiono tak co roku. Gość nigdy nie przyszedł i też nikt się go nie spodziewał.

Zdziwienie było więc wielkie, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Pan domu wstał od stołu i podszedł do drzwi. Otworzył je i zobaczył swojego brata, którego nie widział od kilku lat. Spotkania były utrudnione, bo brat mieszkał i pracował na końcu świata. Teraz stał w drzwiach, zdrowy, uśmiechnięty. Powiedział, że bardzo się stęsknił i przyjechał na Święta, bo chciał pobyć razem z rodziną.

Wszyscy bardzo się ucieszyli, a gość witał się z nimi po kolei i z ciekawością patrzył na dzieci, które podrosły w czasie jego nieobecności i na te, które się w tym czasie urodziły. Dzieci też patrzyły z ciekawością, bo spodziewały się prezentów.

Rodzice obiecali im, że wujek na pewno opowie im o swoich podróżach i pokaże zdjęcia, robione na całym świecie. Na razie jednak potrzebuje poświęcić trochę czasu na rozmowę z dziadkami, czyli swoimi rodzicami. Nie spodziewali się jego wizyty i muszą się nim nacieszyć. Już sprawił im wielką radość swoim przyjazdem, a rozmawiając teraz z nimi, uszczęśliwi ich jeszcze bardziej.

Jedno z dzieci uznało, że w takim razie, wujek jest dla dziadków Świętym Mikołajem, który przyszedł odwiedzić ich w Święta Bożego Narodzenia.

Autor: Jagoda

Duży stół wystawiono – 17

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który może przyjść.

Mały chłopczyk podejrzliwie spoglądał na ten talerz i na półmiski. Tata, chcąc uspokoić synka, powiedział:

– Nie martw się. Starczy dla wszystkich. Dla gości również.

Mały zmarszczył brwi i zapytał z wahaniem:

– Będę musiał dzielić się swoimi zabawkami?

Dorośli starali się powstrzymać śmiech, co im się nie bardzo udawało. Dziadek popatrzył na nich surowo i uspokajająco powiedział do wnuka:

– To nie będzie potrzebne. Myślę, że niespodziewany gość może być bardziej zajęty rozmową z nami, dorosłymi, niż z tobą.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Gdy gospodarze otworzyli je, zobaczyli małą dziewczynkę. Z zaskoczenia nie potrafili nic powiedzieć. Patrzyli na nią, a ona patrzyła na nich. Mały chłopczyk spoglądał na nią coraz bardziej zły, bo był przekonany, że teraz na pewno będzie musiał się z nią dzielić swoimi zabawkami.

– Poznajcie moją pomocnicę – odezwał się męski głos i oczom zebranych ukazał się potężnym mężczyzna z siwą brodą i w czerwonym kubraku.

– To jest Śnieżynka, a ja jestem Świętym Mikołajem. Rozdajemy prezenty dla grzecznych dzieci. Jest tu takie dziecko?

– Oczywiście – odpowiedział dziadek i otworzył szerzej drzwi.

– Dziękujemy za zaproszenie, ale musimy iść dalej – powiedział Mikołaj i z wielkiego worka wyjął zawiniątko, które wręczył dziadkowi.

– To dla waszego grzecznego dziecka. Niech przyniesie radość jemu i tym, z którymi będzie się tą zabawką dzielił.

Odszedł razem z dziewczynką. Drzwi zamknięto i wszyscy wrócili do stołu. Mały chłopiec też. Teraz nie był zmartwiony, tylko z ciekawością patrzył na małe zawiniątko, które dziadek położył pod choinką.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 52

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.

Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.

– Ale jestem ci potrzebna!

– Już nie.

– Pozwól mi sobie pomóc.

– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…

– Jestem z tobą większość twojego życia…

– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.

– A jeśli nie zechcę?

– Nie dajesz mi wyboru

– Więc zostanę.

– Nie uda ci się.

– Grozisz mi? To wojna!

– Nie. Już nie chcę walczyć.

– Ale potrzeba…

– Nie potrzeba.

– Przecież jestem twoją…

– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.

– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.

– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.

– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.

– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.

– Ale…

– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.

– Ale…

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!

Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.

„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.

Autor: Jenczy

Duży stół wystawiono – 8

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który raczej się nie zjawi.

Stary mężczyzna usiadł sam przy wigilijnym stole. Przygotował na nim cztery dodatkowe nakrycia. Jedno dla zmarłej żony, trzy dla dzieci, które rozjechały się po całym świecie. „Kochanie, wszystkiego najlepszego w niebie” – powiedział do jednego z talerzy. Popatrzył na pozostałe i powiedział – „A wam, kochani, życzę szczęścia, gdziekolwiek jesteście”.

Zjadł kolację, posłuchał kolęd. Potem poszedł na Pasterkę, by pobyć razem z ludźmi w tę świąteczną noc.

Autor: Jenczy

Kustosz z zainteresowaniem – 30

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajduje się przedmiot owinięty w czarny materiał, chyba jedwab… Na wierzchu leżała mała karteczka z napisem „LUSTRO PRAWDY”. Odsłonić tylko w ostateczności” oraz list zaadresowany „Do Ciebie”.

Zaintrygowany kustosz otworzył kopertę i wyjął cienki arkusz welinowego papieru. Ładnym, być może kobiecym, pismem opisano na nim właściwości i przeznaczenie lustra. Ma ono być użyte, gdy będą się ważyć losy świata. Do tego czasu powinno być zakryte i nie może dotknąć go nawet najmniejszy promyczek słonecznego światła. Dla bezpieczeństwa, co kilka lat powinno być przesyłane do kolejnego muzeum. Gdy nadejdzie czas prawdy, lustro zostanie odkryte – materiał sam zacznie się rozwijać.

Przerażony kustosz zobaczył, że odchylił się spory płat czarnego jedwabiu. „Być może stało się tak przy wkładaniu lustra do paczki” – pomyślał z nadzieją. Zajrzał pod spód i odetchnął z ulgą, Odsłoniła się tylko zewnętrzna warstwa czarnego materiału. Pieczołowicie owinął pakunek i schował go z powrotem do paczki. Tę zaniósł do magazynu i włożył do wielkiej skrzyni, ciesząc się, że świat jest jeszcze w miarę bezpieczny.

Autor: Jagoda

Duży stół wystawiono – 4

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który przyjdzie. Na pewno przyjdzie! Już się cieszę, to będzie bardzo fajna Wigilia.

Autor: Braciszek

Nitki babiego lata – 45

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Żniwiarze zbierali plony swojej wcześniejszej pracy. Zboże wyrosło zdrowe i okazałe. Zapełnią ziarnem spichlerze w całej okolicy i jeszcze dużo zostanie na sprzedaż…

Młody mężczyzna zrobił sobie chwilę przerwy. Popijał zsiadłe mleko, które przyniosła mu żona i ciekawie rozglądał się po okolicy, którą znał od dzieciństwa. Urodził się tu, na tej ziemi, a dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak tu pięknie i że jest to jego wyśnione, wymarzone miejsce – jego prywatne niebo. Miejsce, w którym nadal chce mieszkać, pracować. Gdzie po prostu chce żyć – razem ze swoją rodziną.

„Mamy szczęście” – pomyślał, patrząc na żonę i jej rosnący brzuch. Odzyskał spokój i oddalił wcześniejsze myśli o wyprowadzce, a może nawet o ewentualnej emigracji. Chciał, by jego dziecko też się tu urodziło i wychowało. W tej przepięknej, niebiańskiej krainie.

Autor: Kokoryczka

Ciemność zgęstniała – 55

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i radość. Radość, że jesteśmy razem – Braciszek i ja. Radość, że nic nas nie rozdzieliło. Mamy siebie nawzajem i to jest najważniejsze.

Autor: Siostrzyczka

Kustosz z zainteresowaniem – 27

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest pamiętnik. Kilka grubych brulionów, ponumerowanych i opatrzonych wspólnym tytułem: „Moja walka i moje zwycięstwa”. Do pamiętnika dołączono list, o niezwykłej treści:

Być może zdziwią się Państwo, że do Waszego Muzeum Martyrologii pamiętnik przesyła osoba, która nigdy nie była wywieziona na Sybir, ani internowana w czasie stanu wojennego. Nie brała udziału w walkach wojennych, powstaniach, misjach wojskowych. Osoba, która nie doświadczyła represji i prześladowań wojennych i powojennych. Te dotknęły moją rodzinę – dziadków, ich rodzeństwo oraz moich rodziców, którzy byli wtedy małymi dziećmi.

Okazało się jednak, że ja, żyjąc w dobrych warunkach – najlepszych, jakie mogli zapewnić mi rodzice i dziadkowie – przesiąknąłem ich poglądami, nawykami i obawami. Bezwiednie przyswoiłem sobie też obawy i programowanie społeczne – w szkole, na podwórku, oglądając telewizję, słuchając radia i rozmów sąsiadów, o prasie już nie wspominając.

Nauczyłem się, że wypada mieć kłopoty, mało zarabiać i ubierać się gorzej, niż mnie na to stać. Że wypada narzekać i mieć za złe.

Jednak, kiedy dorastałem, zmieniał się również świat i gdy stałem się dorosły – wypadało już być dobrze ubranym i jeździć dobrym samochodem. Postanowiłem zostać przedsiębiorcą, ale interesy szły mi kiepsko. Po pewnym czasie zrozumiałem, że przeszkodą są moje nawyki i sposób myślenia. Podjąłem więc pracę nad sobą – z różnymi efektami. Prawdziwą zmianę uzyskałem dopiero wtedy, gdy zrozumiałem, że to nie jest zwykła praca, tylko walka o siebie, o swoje lepsze jutro i pojutrze. Gdy zrozumiałem, że to walka, odzyskałem swoją zaradność i siłę, a wraz z nimi również przemyślenia, rozpoznanie, planowanie, taktykę, wytrwałość i miłość.

Zmieniłem siebie. Moja walka o mnie już jest zakończona. Teraz podtrzymuję i rozwijam stan pokoju i spokoju. Przysyłam do Państwa mój pamiętnik, bo być może przyda się komuś. Listu i pamiętnika nie podpisuję, bo myślę, że jestem typowym reprezentantem mojego pokolenia. Taki list i taki pamiętnik mogłoby napisać wiele, wiele osób.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w waszych walkach. Życzę Wam, żebyście zawsze zwyciężali w walce o siebie samych.

Trochę zdziwiony kustosz usiadł wygodnie i zaczął przeglądać ten dziwny pamiętnik…

Autor: Jenczy

Przy pięknej starej toaletce – 49

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była małą dziewczynką i napsociła coś, a przynajmniej tak się jej wydawało.

Siedziała przy stole i sięgnęła po butelkę z sokiem, bo sama chciała nalać go do swojego kubeczka. Butelka wyślizgnęła się z jej rączek i spadła na podłogę. Roztrzaskała się, a lepki sok się z niej wylał. Przerażona chciała coś z tym zrobić, choć nie wiedziała, co powinna. Zeskoczyła ze swojego krzesełka i przy tej okazji strąciła ze stołu również swój kubeczek, który z głuchym stukotem spadł na podłogę i się wyszczerbił.

Przerażona i skamieniała patrzyła na rozlany sok, stłuczoną butelkę i wyszczerbiony kubeczek.

Mama wpadła do pokoju z okrzykiem: „Dziecko, coś ty zrobiła?!” i zaczęła zbierać szkło z podłogi. Babcia weszła tuż za mamą. Rozejrzała się po pokoju, jakby chciała wydedukować, co tu się zdarzyło.

Dziewczynka stała i trzęsła się jak galareta. Babcia przytuliła ją i powiedziała: „Kochanie to nie twoja wina. Jesteś malutka i jeszcze nie potrafisz utrzymać butelki w swoich rączkach. TO NIE JEST TWOJA WINA! Chodźmy na spacer, do parku”. Mówiła to swoim ciepłym, spokojnym głosem.

Dziewczynka rozluźniła się i poszła z babcią na spacer. Po powrocie z parku babcia zaproponowała jej zabawę – uczyły się, jak podnosić i trzymać butelkę, żeby nie wyślizgiwała się z rączek dziewczynki.

Autor: Brzozowa Bajdulka