Ciemność zgęstniała – 53

– Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i pewność wygranej. Światło zwyciężyło i rozjaśniło cały świat – tak opowiadał Krasnoludek gromadce zapatrzonych w niego uczniów.

Spojrzał na Marysię, Braciszka i Siostrzyczkę, którzy siedzieli w pierwszym rzędzie. Widział ich buzie, na których jeszcze widoczne było przerażenie. Dalej mówił cichym, spokojnym głosem:

– Kochani, wiecie, że na razie ciemność wypełniła dużą część naszego świata. Pamiętajcie, że światło na pewno zwycięży. Zawsze zwyciężało, zwycięża teraz i będzie zwyciężać w przyszłości. Ciemność sama w sobie nie istnieje, ona jest tylko brakiem – jest brakiem światła. Występuje wtedy, gdy światło gaśnie w sercach i umysłach, wtedy gdy ludzie, wróżki i czarodzieje odcinają się od światła Stwórcy. Jeśli zawsze będziemy pamiętać, że ciemność jest tylko brakiem światła, to przestaniemy się jej bać. Łatwiej będzie wtedy pielęgnować w sobie światło. Otworzyć się szeroko na Boże Światło i pielęgnować we własnych sercach światło nadziei, wiary i miłości. Po prostu róbmy tylko tyle – pielęgnujmy światło, a świat stanie się wtedy milszy, weselszy i bardziej kolorowy.

Zadźwięczał dzwonek, Krasnoludek uśmiechnął się do słuchaczy i powiedział:

– Teraz przerwa obiadowa. Zajęcia popołudniowe poprowadzi Brzozowa Bajdulka.

Patrzył, jak sala powoli pustoszeje. Zauważył, że Zyta, jakby zwlekała z wyjściem. Podszedł do niej i zobaczył jej załzawione oczy. Pogładził delikatnie jej dłoń. Zyta powiedziała zduszonym głosem:

– Wiesz, ten brak światła jest bardzo materialny… i bardzo bolesny…

– Wiem, Zyto. Właśnie dlatego musimy pamiętać o świetle i go pielęgnować.

– Ale ludzie zachowują się, jakby chcieli pielęgnować ciemność.

– Nie tylko ludzie tak robią. Niektórzy Czarodzieje również.

– Czy naprawdę wystarczy, jeśli będę pamiętać o świetle?

– Każdy odpowiada za siebie. Jeśli coraz więcej istot będzie o nim pamiętać i go pielęgnować, to światło zwycięży. Zawsze tak było.

– Skąd to wiesz?

– Żyję już wiele lat i parokrotnie widziałem tę walkę. Światło zawsze zwyciężało.

– Ale ciemność znowu narastała.

– I zawsze była zwyciężana. W trudnych chwilach ludzie się jednoczą. Pojawia się solidarność, współpraca. Wróżki i Czarodzieje również to robią. Gdy niebezpieczeństwo znika – znowu pojawiają się różnice i niektóre istoty odcinają się od światła, bo własne interesy przedkładają nad światłość – myślę, że również nad Stwórcę.

– Przecież to grzech – ze grozą szepnęła Zyta.

– Nie mnie oceniać. Kiedyś odpowiedzą za to.

– Kiedy?

– Zyto, kochanie, to ich życie i ich decyzje. My mamy reagować tylko wtedy, gdy zagrażają światu i innym istotom, tak jak teraz. Okazuje się, że modlitwa i pielęgnowanie światła pomagają zaprowadzić pokój i ład. Mamy pielęgnować światło, tylko tyle.

– Trudno mi zapomnieć o tym, co widziałam, słyszałam i czułam.

– Wiem…

– Mówisz, że pielęgnowanie światła wystarczy?

– Tak.

– A jak to robić?

– Pomyśl o jakiejś osobie którą lubisz.

– OK.

– A teraz przypomnij sobie piękny widok.

– Mhhh…

– i piękną melodię.

– Mam.

– Co teraz czujesz?

– Wzruszenie i wdzięczność

– Utrzymuj ten stan i wzmacniaj go…

– Dobrze.

Krasnoludek z sympatią przyglądał się Zycie. Miękko powiedział:

– Na początek wystarczy…, pielęgnuj to wzruszenie i tę wdzięczność.

Zyta kiwnęła głową i wyszła z sali lekcyjnej.

– Są bardzo pokiereszowani – odezwał się Głos.

– Tak – mruknął krasnoludek – mam nadzieję, że zdążymy im pomóc.

– Zobaczymy. Robimy, co możemy, a to jest w tej chwili najważniejsze – odpowiedział Głos.

Autor: Archiwista SC

Ciemność zgęstniała – 52

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wielki ryk. Ryk zawiedzionej nadziei. Ryk rozpaczy…

Ludzie, uwięzieni w jaskini, skulili się i obserwowali, co będzie dalej. Skuli się ze strachu, chociaż powód ich strachu właśnie znikał. Skulili się, bo przyzwyczaili się bać. Potwór uwięził ich dawno temu. Początkowo łudzili się, że się wyzwolą, potem, że Potwór ich uwolni. Na końcu mieli nadzieję, że przynajmniej uda się im zrobić coś sensownego – zająć czymś serca i umysły. Wszystko na próżno. Gdy Potwór zorientował się, że chcą być przydatni – zabronił im pracować i zajmować się czymkolwiek. Ciągle ich obserwował i mieli wrażenie, że cieszyła go ich bezsilność. A może bardziej cieszyło go, że miał nad nimi władzę i mógł z nimi robić, co chciał, zabierając im wolność osobistą, wolność wyboru… Narzucając swój sposób myślenia i karząc każdego, komu nie udało się ukryć, że myśli inaczej…

Z nadzieją i niedowierzaniem patrzyli, jak Potwór ryczy i miota się. Wydawał się niezwyciężony, a teraz, na ich oczach, pokonało go światło – mała iskierka nadziei, która dostała się do ciemnych lochów i wlała się w serca więźniów, tworząc kolejne iskierki nadziei. Były one malutkie, ale jednocześnie tak silne, że mury więzienia zaczęły się kruszyć.

Ryczał wściekły i zawiedziony, bo światło zwyciężało. Rozjaśniało już wszystkie zakamarki dawnego więzienia. Co gorsza, ukazało również jego prawdziwą postać. Jego potężną sylwetkę, jego brzydotę, zmierzwione włosy i przerażone spojrzenie. Więźniowie widzieli go i jednocześnie widzieli siebie nawzajem. Nie mogli nie zauważyć własnej siły, determinacji i własnej godności, którą Potwór deptał, ale nie udało mu się jej zniszczyć.

Jeden z więźniów poszedł do Potwora, pogłaskał go po ramieniu i powiedział: „Chciałem się pożegnać. Odchodzę”. Potwór ryknął jeszcze głośniej. Więzień odczekał chwilę i spokojnie dodał: „Przykro mi, już nie wierzę w ciebie i twoje więzienie. Wracam do domu”. I wyszedł z jaskini. Po prostu wyszedł.

Pozostali więźniowie odczekali chwilę, bojąc się Potwora. Jednak, zobaczyli, że ten tylko ryczał i miotał się. Nie stało się najgorsze. Śmiałek nie został ukarany, ani zatrzymany – spokojnie szedł do domu. Widzieli jego oddalającą się sylwetkę i stopniowo sami nabierali odwagi.

Poszli jego śladem. Wychodzili z więziennej jaskini stopniowo. Niektórzy oglądali się za siebie przerażeni, że Potwór ich złapie i ponownie uwięzi. Tak się nie stało. Rozzłoszczony, bezsilny, ryczący Potwór został sam w rozpadającym się więzieniu, skąpany światłem, które rosło z każdą sekundą.

Autor: Jenczy

Ciemność zgęstniała – 51

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i radość.

Kobieta wyszła ze swojej jaskini. Uznała, że nie chce się dłużej ukrywać i będzie odpowiedzialna za siebie. Wzięła stery swojego życia. Wyznaczyła kierunek myślenia i działania – wspierać i wzmacniać światło, a reszta sama się ułoży w jasny, świetlisty sposób, z pożytkiem dla niej i dla jej rodziny.

Autor: Zyta

Kustosz z zainteresowaniem – 5

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku była kryształowa kula. Obok niej znajdowała się kartka z napisem „Podarunek z Baśniowej Krainy” oraz króciutki liścik, w którym napisano, że mieszkańcy „Krainy Bajek” proszą, by ludzie znów w nich uwierzyli i znowu zaczęli ich odwiedzać. „Trochę smutno tu bez was. Zostaliśmy przecież stworzeni dla was, Ludzi. Przyjeżdżajcie. Czekamy” – brzmiało ostatnie zdanie.

Kustosz popatrzył zdziwiony na przesyłkę i zastanowił się, który z kolegów wymyślił ten dowcip. Schował kulę do szafki i czasami wyjmował ją, kiedy miał trochę wolnego czasu. Jeszcze nie odkrył, kto przysłał mu tę kulę, ale coraz częściej uśmiechał się, gdy brał ją do ręki.

A w Baśniowej Krainie mieszkańcom żyło się trochę lepiej, bo mieli nadzieję, że kustosz znowu uwierzy w bajki, baśniowe postacie i przypomni sobie własną Baśniową Krainę ze swojego dzieciństwa.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Różnobarwne drzewa – 50

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pewna kobieta z pewnym niedowierzaniem uświadomiła sobie, że warto marzyć.

Bardzo długo pielęgnowała w sobie jedno marzenie. Początkowo nieśmiało, bo myślała, że to wstyd marzyć o tym, że jej potrzeby są zaspokajane. Potem, gdy zrozumiała, że całe życie realizuje marzenia i zaspokaja potrzeby innych ludzi, dała sobie prawo do tego, by jej potrzeby również były zaspokajane. Jednak nie spieszyła się z realizacją swojego marzenia, bo było jej szkoda go utracić.

Myślała, że zrealizowane marzenie jest gorsze od nierealnego, złudnego marzenia, które daje nadzieję. Do tego doszedł strach, że jeśli zrealizuje to marzenie, to na pewno nie będzie miała nowych marzenia. A życie bez marzeń wydawało się jej smutne. Na szczęście rodzina, przyjaciele i znajomi skutecznie wybili jej z głowy takie pomysły.

Zdecydowała się zrobić pierwszy krok. Potem podjęła dalsze działania i właśnie teraz, gdy złota polska jesień cieszyła oczy, ona patrząc na różnobarwne drzewa uświadomiła sobie, że jej marzenie, najskrytsze marzenie jej serca właśnie się zrealizowało – całe, w najdrobniejszych szczegółach i teraz jej rzeczywistość jest kolorowa, radosna, a następne marzenia same ustawiają się w kolejce.

Kobieta z niedowierzaniem przechyliła głowę, jakby chciała sobie powiedzieć: „No patrz pani, jak się to wszystko ułożyło”.

Po namyśle uznała, że życie ze zrealizowanym marzeniem bardzo jej odpowiada i zaczęła się przyglądać nowym marzeniom. Niektóre już znała, inne dopiero co się urodziły. Uszeregowała je w odpowiedniej kolejności i zaczęła realizować – jedno po drugim.

A jej przyjaciele, znajomi i rodzina odetchnęli z ulgą, bo od dawna na to czekali.

Autor: Jagódka

W dolinie – 24

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, młody chłopak naprawiał swój rower. Szykował go na kolejną wyprawę.

Chciał wyruszyć w Bieszczady. Wcześniej kilkakrotnie przeszedł je pieszo. W tym roku pojedzie w towarzystwie przyjaciół.

Zastanawiał się, czy Felek też do nich dołączy.

Autor: Kokoryczka

W dolinie – 22

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracowały Parki. Tkały nici i losy ludzi i świata. Pracowały pilnie. Czasami przystawały, żeby rozplątać nici. Uznały, że chwilowy przestój jest obarczony mniejszym ryzykiem, niż przecinanie nici i związywanie na nowo. Gdy zrobiły to niedawno, okazało się, że przecięły los pewnej pięknej krainy i teraz niektórzy Grecy obawiają się, że będą musieli sprzedać Akropol.

Więc teraz Parki bardzo uważnie przędą i troszczą się o każdą nic.

Mają utrudnione zadanie, bo ostatnio Los dostarcza im przędzę coraz gorszego gatunku.

Autor: Złota Rybka

W dolinie – 19

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, latała ćma. Próbowała dostać się do żarówki, ale klosz bronił dostępu. Ćma próbowała z różnych stron, jednak nieskutecznie.

– Na szczęście nieskutecznie – powiedziała mama do swojego dziecka, które nie mogło zasnąć, więc ona siedziała przy nim i opowiadała mu bajki.

– Wiesz, kochanie – mówiła dalej mama – miewamy w życiu różne pragnienia, które chcemy zrealizować. Niektóre z nich są dla nas dobre, inne nie. Czasami ludzie – jak ta ćma – ciągną do fałszywego słońca. Myślą, że przyciąga ich coś dobrego, życiodajnego, a spalają się w jego płomieniu, gdy znajdą się zbyt blisko. Więc nie martw się, że nie udaje ci się osiągnąć jakiegoś marzenia. Może to jest najlepsze, co może ci się przytrafić. Zatrzymaj się wtedy na chwilę i wsłuchaj w głos twojego serca. Musisz się wyciszyć, bo ten głos jest bardzo cichutki. Kiedy wyciszysz się tak bardzo, że usłyszysz głos własnego serca – wtedy zapytaj. Co masz robić? Posłuchaj odpowiedzi, bo jej sens będzie jasny – kontynuować to, co robisz, czy odpuścić. Twoje serce zawsze odróżni prawdziwe słońce od fałszywego.

Dziecko zasnęło, a ćma przestała trzepotać skrzydełkami, tylko wróciła na firankę. „Ciekawe, czy zrozumiała moją bajkę?” – pomyślała mama. Uśmiechnęła się do dziecka, potem do ćmy, następnie zgasiła światło i wyszła z pokoju. Była bardzo senna. Wiedziała jednak, że jej matczyne serce zawsze obudzi ją, jeśli dziecko będzie jej potrzebowało.

dla Adasia napisała Brzozowa Bajdulka

W dolinie – 16

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracowała dobra wróżka. Sąsiedzi nie wiedzieli, że nią jest, bo dla niepoznaki przybrała postać starszej, otyłej kobiety.

Teraz, gdy miasteczko spało, dobra wróżka zrzuciła przebranie i pozwoliła, żeby jej wewnętrzne światło zabłysło z cała mocą. To właśnie ono rozjaśniało pokoik. Dobra wróżka wysyłała promyki tego światła do śpiących sąsiadów – bliskich i dalszych. Robiła tak codziennie. Każdy z mieszkańców miasteczka otrzymywał swój promyczek światła, dający mu to, czego potrzebował. Słaby dostawał zdrowie i witalność, przestraszony – poczucie bezpieczeństwa, zdenerwowany – spokój…

Kiedy wszyscy ludzie dostali już jej pomoc – przyszła pora na zwierzęta, potem na rośliny, a następnie na przedmioty i budynki w miasteczku i jego okolicach. Później promyki światła rozchodziły się coraz bardziej, lecząc dalsze tereny i łącząc się z promykami światła, wysyłanymi przez inne dobre wróżki. Razem leczyły całą Ziemię i jej mieszkańców.

Gdy wróżka poczuła, że wypełniła dzisiejsze zadanie, jej światło przygasło, a ona znów przybrała postać otyłej, starej kobiety. Położyła się spać, by wstać rano i rozpocząć pracowity dzień jako jedna z mieszkanek małego miasteczka…

Autor: Jęczyduszka