Nitki babiego lata – 43

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Mały żółwik podszedł do strumyka się w nim zanurzył. Jego właściciel patrzył na to z zazdrością. Sam zrobiłby to samo, ale strumyk był malutki, a on duży, dużo większy od żółwika.

Jego córeczka nie przejmowała się takimi drobiazgami. Podreptała do strumyka i zaczęła się w nim taplać, rozpryskując wodę dookoła.

Żonie trudno było się zrelaksować, bo cały czas obserwowała córeczkę, gotowa biec na ratunek, gdyby była taka potrzeba. Ojciec nie relaksował się, bo był zły ze względu na wszechogarniający upał.

Dziewczynka i żółwik zajmowali się tym, co lubili i było im bardzo dobrze.

Staruszka – babcia, która przyglądała się tej rodzinnej scenie, z czułością patrzyła na swojego syna – ojca dziewczynki – i przypomniała sobie sceny z jego dzieciństwa. Bardzo lubił ten strumyk i często chronił się w nim w czasie upału. Teraz chyba zapomniał, a może uznał, że dorosłemu już nie wypada taplać się w strumyku.

Popatrzyła na wnuczkę i pomyślała: „Mam nadzieję, że nie wydoroślejesz zbyt szybko. Zostaw w sobie choć trochę tej dziecięcej radości i beztroski”.

Znowu z czułością spojrzała na syna i głośno krzyknęła: „Chodź do domu. Twoje piwo już się schłodziło”.

Autor: Zyta

Roztańczona brzózka – 14

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu podszedł do niej filozof i moralista zarazem. Opowiadał brzózce o losach świata, ludzi i o filozofii. O tym, co jest etyczne, a co nie. Brzózka słuchała i szumiała swoimi gałązkami.

Po długim wykładzie filozof zapytał: „A ty? Czemu zajmujesz się tańcem i szeleścisz listkami? Powinnaś robić coś pożytecznego. To nieetyczne, że rośniesz tu sobie i nie ma z ciebie żadnego pożytku. Nie dajesz chleba, mleka. Nawet kawy nie potrafisz zrobić!”. Krzyczał coraz głośniej i gestykulował, ruchem rąk podkreślając znaczenie swoich słów.

Zajączki przycupnęły w ukryciu i przerażone przyglądały się temu zdarzeniu. Przez krzyki rozwścieczonego mężczyzny przedarł się jeszcze głośniejszy, kobiecy wrzask: „Józek, do domu, ty darmozjadzie jeden! Gospodarstwo nieoporządzone, a ten sobie spacery uskutecznia!”. Filozof zamilkł, przygarbił się, posmutniał i odkrzyknął: „Już idę, Hanuś!”. Popatrzył na brzózkę i powiedział: „Zazdroszczę ci. Nie masz żony, ani obowiązków, jesteś szczęśliwa”.

Poszedł do domu, a brzózka nadal wdzięcznie tańczyła na wietrze i szeleszcząc listeczkami rozmawiała z zajączkami, które przykicały do niej, szczęśliwe, że ten głośny i nieuprzejmy człowiek już sobie poszedł.

Autor: Złota Rybka

Roztańczona brzózka – 13

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu na jej listku przysiadła żółto-czarna osa. Posiedziała chwilę i pofrunęła dalej. Przy brzózce rosły urodziwe kozaki – piękne grzyby. W pobliżu mieszkał ślimak, a trochę dalej jeż. Często brzózkę odwiedzali zajączek i mała lisiczka.

Brzózka była bardzo gościnna i cieszyła się, gdy ją odwiedzano. A goście lubili brzózkę i siebie nawzajem. Często się spotykali i całe godziny spędzali na wspólnych pogawędkach.

Autor: Mgiełka-Iskierka

Roztańczona brzózka – 10

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu nadszedł huragan, który poczynił w lesie spore spustoszenia. Połamał gałęzie i stare drzewa. Niektóre wyrwał z korzeniami. Brzózka była giętka i elastyczna. Chociaż bardzo się bała, wyszła z huraganu bez szwanku. Swoją elastycznością uratowała własne życie. Gdy huragan minął, brzózka była cała, zdrowa, zdziwiona i szczęśliwa jednocześnie. Dalej rosła, tańczyła, poruszając się wdzięcznie pod wpływem lekkiego wiatru, który szeptał jej, że zawsze przy niej będzie, a prawdziwie huragany zdarzają się bardzo rzadko. Brzózka natomiast pamiętała, żeby pielęgnować swoją giętkość i elastyczność, bo te właśnie cechy już raz ją uratowały.

Autor: Jagódka

Księżyc wyszedł zza chmur – 18

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to duża Hanka, fajna babka, która trzymała za rękę małą Haneczkę. Z daleka widać było tylko postać dużej Hanki, bo główka małej Haneczki jeszcze nie wystawała ponad zamkowe obmurowania.

Obydwie Hanie wyszły na wieżę, żeby przy świetle księżyca obejrzeć swoje ziemie. Kiedyś były bezdomne. Duża Hanka opiekowała się małą Haneczką i walczyła o jej przetrwanie, a mała rozśmieszała, a czasami pocieszała zmęczoną dużą. Niedawno dowiedziały się o pewnym opustoszałym zamku. Kiedy do niego przybyły, rozpoznały go natychmiast. To był ich zamek! Ale nie pamiętały, kiedy go opuściły i czemu o nim zapomniały.

Zamek tymczasem pamiętał. Czekał cierpliwie i nikomu nie pozwalał do siebie wejść. Otworzył drzwi tylko przed obiema Hankami – dużą i małą.

Zamieszkały w nim ponownie i zaczęły uczyć się rozkładu pięter, schodów i komnat, które co jakiś czas się przemieszczały. Teraz światło pełni księżyca przypomniało im, że otoczenie zamku – porośnięte lasami wzgórza i cała dolina ze stawami, sadami i uprawnymi polami – również do nich należy. Księżyc jasno oświetlał wzgórza i dolinę. Obie Hanki nie mogły napatrzeć się na nie. Podziwiały ich wielkość i piękno. Duża Hanka ze wzruszeniem powiedziała do małej Haneczki – „Teraz to już rzeczywiście jesteśmy w domu”.

dla Hani napisała Kokoryczka

Księżyc wyszedł zza chmur – 11

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Był to Merlinek, który udawał ducha i chciał nastraszyć małą Jadzię i Duszkę. Miał nadzieję, że przestraszą się również Marysia oraz Braciszek i Siostrzyczka, bo starsi mieszkańcy Szkoły Czarowania już nie nabierali się na jego sztuczki.

Autor: Archiwista SC

Księżyc wyszedł zza chmur – 10

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to strażnik, który robił nocny obchód zamku. Mimo, że zamek był zamknięty na cztery spusty, strażnik co noc sprawdzał porządek i zabezpieczenia, bo uważał, że na tym polega jego praca.

Autor: Merlinek*

Księżyc wyszedł zza chmur – 8

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Był to strażnik, wypatrujący niebezpieczeństwa. Zwracał uwagę na ognie sygnalizacyjne na wzgórzach oraz na niecodzienny ruch na drogach. W pobliżu królestwa czaił się wróg, który wielokrotnie plądrował całe państwo. Najeżdżał królestwo mówiąc, że został przez nie zaatakowany. „Atakiem” nazywał skuteczną obronę przed jego żołnierzami. Twierdził również, że jego ludzie są w królestwie szykanowani, nie mogą się realizować i godnie żyć. A „szykany” polegały na uniemożliwianiu gwałtów, zabójstw i rabunków.

W podobny sposób wróg atakował też inne królestwa. Dodatkowo skłócał je ze sobą, rozsiewając nieprawdziwe informacje. Po wielu latach wyniszczających wojen królowie otrząsnęli się, zaczęli logicznie myśleć i mądrze działać. Zawarli sojusz i zgodnie współpracują ze sobą w walce ze wspólnym wrogiem. Strażnicy obserwują granice. Gdy zauważą jakiekolwiek szkodliwe lub niecodzienne działania – sprawdzają, czy są to naturalne zjawiska, czy też elementy kolejnego ataku.

Okazało się, że gdy wszyscy, ramię w ramię, stają do walki z wrogiem, to wygrywają, a niektórzy żołnierze wroga przytomnieją i porzucają go, wracając do swoich rodzin.

Teraz, gdy działał sprawny system ostrzegania, okazało się również, że coraz rzadziej dochodzi do bezpośrednich walk. Najczęściej wystarczają wysyłane sygnały: „Przestań! Widzimy, co robisz. Nie zgadzamy się. STOP!”. Kiedy to nie wystarcza, żołnierze współpracujących królestw stają w gotowości bojowej i wtedy z reguły wróg wycofuje się.

Dzięki takiej współpracy ludziom żyje się coraz lepiej, spokojniej i dostatnio. A w każdym królestwie strażnicy chronią swojego króla, królową oraz swoich ziomków. Wystarczy tylko być uważnym, wypatrywać sygnałów niebezpieczeństwa i podejmować działania zgodne z procedurą.

Autor: Głos

Morskie fale – 38

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży nadal siedziała smutna Syrena. Nie wiedziała, że jej ojciec szuka dla niej pomocy. Prawdę mówiąc, gdyby wiedziała, niewiele by to ją obchodziło. Siedziała zatopiona w swoim smutku i nie zwracała uwagi na otoczenie. Nie zauważyła nawet tego, że jej wyspa przestała być samotną wyspą, że ją zasiedlono i wybudowano na niej ośrodek wypoczynkowy, do którego zjeżdżały rzesze turystów.

Nie zauważyła więc również rodziców z małym dzieckiem, którzy rozłożyli się na białym piasku obok niej. Drgnęła, gdy piłka plażowa uderzyła ją w ramię. Dziewczynka, która ją rzuciła, grzecznie przeprosiła, zabrała piłkę i pobiegła z nią do wody.

Syrena zaczęła się jej przyglądać. Bezwiednie słuchała jednocześnie rozmowy jej rodziców. Trudno to nazwać rozmową, była to kłótnia. Najwidoczniej hamowana dotąd ze względu na dziecko. Ojciec, stojąc tyłem do morza, nie zauważył, że mała dziewczynka idzie w ich stronę, ze wzrokiem utkwionym w pięknej muszli. Syrena zobaczyła zaskoczenie i przerażenie na twarzy dziecka, gdy jej ojciec ze złością mówił do żony – „Zejdź mi z oczu. Mam cię dość. Nie chcę cię więcej znać”. Matka dziewczynki patrzyła na jej ojca z wściekłością i też nie zauważyła małej.

Dziewczynka stanęła jak wryta. Zaczęła dygotać i przerażonym wzrokiem patrzyła na ojca. Syrena delikatnie dotknęła jej ramienia i powiedziała: „Przestań, ojciec nie mówił tego do ciebie”. Zacietrzewieni rodzice kłócili się dalej, nie zwracając uwagi ani na Syrenę, ani na dziecko.

Syrena spojrzała błagalnie na swoje siostry, obserwujące całe wydarzenie z morza. Syreny zaczęły śpiewać i tańczyć. Tkały Pieśń Zgody i Spokoju. Rodzice dziecka przestali się kłócić. Zamilkli. Usiedli, a potem położyli się na białym piasku. Zasnęli.

Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Syrena tuliła ją i uspokajała, łagodnym głosem mówiąc, że to nie jest jej wina, to jakaś koszmarna pomyłka. Udało się jej uspokoić rozdygotane dziecko. Pomogły jej w tym siostry, które pokazały się małej w całej okazałości i zaprosiły do zabawy w morzu. Pomogły również delfiny. Jeden z nich wziął dziewuszkę na grzbiet i popłynął z nią daleko w morze, eskortowany przez syreny, trytony i inne delfiny.

Rozradowana dziewczynka, zmęczona wrażeniami dnia, wróciła na plażę i usnęła w ramionach Syreny, która zaśpiewała jej kołysankę. Syrena nie wiedziała, skąd wzięły się słowa tej pieśni. Wydawało się jej, że same wypływały z jej ust. Kołysanka była Pieśnią Zapomnienia, która wymazała z pamięci dziewczynki przykre wspomnienia i zastąpiła miłymi. Syrena kołysała się lekko w takt muzyki. Gdy skończyła śpiewać popatrzyła z sympatią na małą i szepnęła jej do ucha, że dziewczynka nie jest winna temu, że jej rodzice się kłócą.

Ponieważ rodzice małej zaczęli się budzić – Syrena wskoczyła do wody, by ukryć się przed ich wzrokiem. Obserwowała ich uważnie. Zobaczyła, jak obydwoje z czułością patrzyli na swoje dziecko. Ojciec wziął małą na ręce i wspólnie z żoną powędrowali do ośrodka wczasowego, w którym się zatrzymali.

Nie zauważyli, że z rąk dziewczynki wypadła piękna muszla. Była piękna, kolorowa i tworzyła barwną plamę na białym piasku. Przyciągała i kusiła swoim wyglądem. Chciało się ją podnieść i przyłożyć do ucha. Syrena zrobiła to machinalnie, bo czuła, że tak trzeba. Gdy przyłożyła muszlę do ucha, usłyszała głos swojego ojca – „To, co pamiętasz z dzieciństwa, to nieprawda. To nie jest twoja wina. Słyszałaś słowa mówione do kogoś innego, tak samo, jak ta malutka dziewczynka, której pomogłaś”.

Mur, jakim Syrena się otoczyła, runął. Syrena rozpłakała się i wyszeptała – „Chciałam tylko poznać swoje przeznaczenie”. „Wiem” – odparł ojciec – „Wiem. Przypłyń do nas. Płyta Rozpoznania czeka. My również”.

Autor: Jenczy