Księżyc wyszedł zza chmur – 2

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to księżniczka, która wypatrywała swojego narzeczonego.

Młody książę pojechał na wojenną wyprawę wiele lat temu i dotąd nie wrócił, mimo, że już powrócili z niej jego sąsiedzi – inni książęta i rycerze.

Rodzina namawiała księżniczkę, by wyszła za mąż za któregoś z nich, ale ona odmawiała, bo w głębi serca czuła, że jej książę powróci…

Autor: Jęczyduszka

Kwiat paproci rozkwitał – 26

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nadzieje i marzenia wielu ludzi. Wśród mrowia marzeń było jedno – malutkie marzenie malutkiej dziewczynki.

Mała była ciągle musztrowana i pouczana przez dorosłych. Musiała cieszyć się z każdego prezentu, jaki jej dawali – nawet jeśli się jej nie podobał. A z reguły dorośli dawali jej prezenty, które podobały się im samym – ona miała zupełnie inne upodobania! Jak wspomniałam, mała nie mogła pokazać, że nie lubi czegoś, co jej dawano. Jednak również nie mogła też pokazać, że lubi coś, czego jej zabraniano. A praktycznie zabraniano jej wszystkiego, co lubiła…

Dziewczynka nauczyła się więc kontrolować swoje zachowania i wiedziała, że ma udawać, że jest zadowolona i szczęśliwa. Poza tym, że nauczyła się okazywać zadowolenie z nietrafionych prezentów, tak samo nauczyła się udawać, że smakują jej potrawy, którymi ją karmiono, że podobają się jej ubranka, w które ją ubierano i że zawsze chce iść tam, gdzie zaprowadzają ją jej opiekunowie. Poza tym, pod wpływem opiekunów, nauczyła się odmawiać, gdy dalsza rodzina i obcy częstowali ją czekoladkami lub innymi przysmakami, które chciałaby zjeść.

Dziewczynka była malutka, ale gdzieś głęboko, w najgłębszym zakamarku siebie czuła, że opiekunowie choć raz mogliby zadać sobie trud i sprawdzić, co ona lubi robić. Czuła, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii ubraniowych i do swoich przysmaków. Że ma prawo zatrzymać się i podziwiać widok, który się jej podoba lub pójść na spacer, tam gdzie rzeczywiście chce…

Marzenie było malutkie i prawie się rozwiewało, bo dziewczynka traciła nadzieję, że się spełni. Kwiat paproci przyciągnął je do siebie – a ono urosło. Stało się silne, mocne i wróciło do dziewczynki.

Znalazło ją, mimo że minęło wiele lat i ona przemieniła się w dużą, dorosłą kobietę. Dzięki prezentowi od kwiatu paproci zachowała dziecięcą niewinność i radość. Teraz cieszy się każdą piękną chwilą. Cieszy się, gdy je coś, co jej smakuje, gdy idzie na spacer z ludźmi, z którymi chce spędzać czas i wspólnie z nimi wybiera trasę spaceru. I zawsze cieszy się w sklepie, bo teraz sama może wybierać sobie ubrania takie, jakie się jej podobają. Sądzi, że jest wielką szczęściarą.

I pomyśleć, że tak niewiele trzeba, żeby być naprawdę szczęśliwą osobą…

Autor: Kokoryczka

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 37

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że ten przygląda się jej z zainteresowaniem. Zobaczyła też, że w ręku trzyma książkę „Czego potrzebują kobiety”. Król pochwycił jej spojrzenie i pokazał jej kartki – puste kartki tej książki. Przekartkował całą książkę – były tam same puste strony! Przynajmniej tak jej się wydawało. Przyglądała się tej książce z zaciekawieniem, bo po co komu książka z czystymi, niezapisanymi kartkami?

Zauważyła jednak, że gdy król przystawał przy jakiejś kobiecie, to kartki książki zaczynały się zapełniać – najczęściej drobnym drukiem. Kobieta przyglądała się temu zdziwiona. Król podszedł do niej i powiedział:

– Kochana, ta książka jest zaczarowana i pokazuje to, czego potrzebuje konkretna kobieta. Każda z was jest niepowtarzalna i potrzeby też macie różne…

Przyjrzał się kobiecie i zapytał:

– Chcesz dowiedzieć się, czego ty potrzebujesz?

Skinęła głową na potwierdzenie i… zobaczyła, że na otwartej stronie wydrukowane zostało tylko jedno słowo. Po przekartkowaniu całej książki okazało się, że to słowo jest wydrukowane na każdej stronie. Król uśmiechnął się do niej i powiedział:

– Jesteś wymarzoną kandydatką na żonę dla większości znanych mi mężczyzn. Nie masz wygórowanych marzeń i łatwo cię zadowolić, bo potrzebujesz jedynie BEZPIECZEŃSTWA. Pomyśl o tym, co jest dla ciebie bezpieczne, czego chcesz i wyobraź sobie, że już to masz…

Kobieta nawet nie zauważyła, że król i sala balowa zniknęli. Rozmyli się w powietrzu. Leżała w swoim łóżku i wyobrażała sobie, że jest bezpieczna…

Obudziła się wypoczęta i w dobrym humorze.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Czerwcowa noc – 44

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wieczorne imprezy. Również podmiejski las wypełniony był rozradowanymi ludźmi. Nikt nie zauważył Jagódki, która przeniknęła tu przez czarodziejski portal, z nadzieją na znalezienie kwiatu paproci. Wiedziała, że kwiat spełnia życzenia. Słyszała, że ludzie szukają go, bo marzą o dobrobycie. Ona chciała go znaleźć w innym celu. Zamierzała poprosić o zdrowie dla Borówki.

Wszyscy w Szkole Czarowania niepokoili się o Borówkę. Widzieli, jak niszczy ją straszna choroba, a światło jej życia stopniowo gaśnie… Jęczyduszka z Merlinkiem wyruszyli na poszukiwanie Wody Życia. Babcia Jaga z Jęczyduszą wertowały czarodziejskie księgi. Merlin zaszył się w laboratorium i pracował nad uzdrawiającą miksturą… Każdy jak mógł, szukał lekarstwa, które uleczyłoby Borówkę.

Jagódka nie mówiła nikomu o swoim planie, żeby nie zapeszyć. Teraz rozglądała się po podmiejskim lesie, pełnym rozchichotanych dziewczyn, pijących mężczyzn, śpiewających i rozgadanych ludzi. Zastanawiała się, czemu portal przeniósł ją właśnie tutaj, w środek gwarnego tłumu.

– To nie jest błąd portalu, właśnie tu możesz znaleźć kwiat – usłyszała Głos w swoich myślach.

– Ale… – zaskoczona chciała się spierać, gdy Głos dodał – Wiem, po co tu przyszłaś. Wysłałem twoim śladem Młodego Adepta. Razem macie większą szansę na znalezienie kwiatu. Udawajcie zakochanych, dzięki temu nie będziecie się wyróżniać w tym tłumie.

Jagódka poczuła, że ktoś przy niej stanął. Był to Młody Adept. Objął ją ramieniem i szeptem opowiedział, jakie instrukcje otrzymał od Głosu. Chwilę się naradzali. Następnie, trzymając się za ręce, spacerowali po lesie i rozglądali się za kwiatem paproci.

Znaleźli go zupełnie nieoczekiwanie, na skraju dużej polany. Nie przyciągnął go do niego ani jego blask, ani zapach. Ku ich zdziwieniu, kwiat nie pachniał i nie świecił. On po prostu… śpiewał. Śpiewał cichutko i bez słów.

Usłyszeli go, gdy stracili już nadzieję na jego znalezienie i zatrzymali się na chwilę, żeby się spokojnie zastanowić, co robić dalej. Wyciszyli swoje myśli, by w stanie wewnętrznej pustki usłyszeć głos intuicji. I właśnie wtedy usłyszeli kwiat paproci. Najbliższy kwiat paproci…, bo wkrótce usłyszeli ich więcej – cały koncert wykonywany przez kwiaty paproci, które zakwitły tej nocy w podmiejskim lesie.

– Pomóżcie Borówce, przywróćcie jej zdrowie – poprosili Jagódka i Młody Adept.

– Żądacie niemożliwego. Jej nie ma tu z wami, a my możemy spełnić tylko po jednym życzeniu dotyczącym każdego, z którym rozmawiamy.

Młody Adept spojrzał na Jagódkę, uśmiechnął się i powiedział:

– Moim życzeniem jest, byście podarowali mi jeden kwiat. Wezmę go ze sobą do Szkoły Czarowania i dam go Borówce.

– A ja proszę – dodała Jagódka – żeby ten kwiat spełnił życzenie Borówki. Niech ona sama zadecyduje, jak wykorzystać jego moc.

– Dobrze – zaszemrały kwiaty paproci – damy wam kwiat, który spełni życzenie Borówki.

– Już otworzyłem portal – odezwał się Głos.

Jagódka z Młodym Adeptem, objęli się, jak zakochani na spacerze, i wyciągnęli przed siebie wolne ręce, by utworzyć przestrzeń, do której zaprosili obiecany im kwiat paproci. Jeden z kwiatów przyjął to zaproszenie i podfrunął do nich. Oboje z wielką starannością i uwagą przekroczyli portal, chroniąc drogocennego pomocnika.

Stanęli przy łóżku Borówki i usłyszeli, jak kwiat śpiewa. Usłyszeli również polecenie Głosu:

– Zostawcie ją teraz, niech zdecyduje w spokoju.

Wyszli na korytarz i przyjrzeli się sobie uważnie, jakby zobaczyli się pierwszy raz w życiu. „Dobrze się nam współpracuje” – pomyślało każde z nich. I jednocześnie u każdego pojawiła się kolejna myśl – „Co z Borówką?”.

– Czas pokaże – odpowiedział im Głos.

Autor: Archiwista SC

Kwiat paproci rozkwitał – 15

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę i trudno było oderwać od niego wzrok. Był jednocześnie tak realny i nierzeczywisty, że patrząca nań kobieta poczuła lekkie poruszenie w swoim sercu i usłyszała cichutki głosik: „Posłuchaj mnie teraz”.

– Kim jesteś? – zapytała.

– Jestem marzeniem twojego serca. Staram się dotrzeć do ciebie od bardzo dawna, ale tak jesteś skupiona na zaspokajaniu cudzych potrzeb i oczekiwań innych ludzi, że zapominasz o tym, co jest dla ciebie ważne. Zapominasz o sobie, o swoich potrzebach i marzeniach – ja je pamiętam.

Kobieta poczuła, że pieką ją oczy, a po policzkach spływają łzy.

– Ja już nie mam marzeń – pomyślała – nadziei również. Mogę tylko trwać, mimo że jest coraz ciężej. Tylko trwać i przetrzymać.

– Wiem, że tak myślisz. Ale…, czy pozwolisz żebym ci się pokazało? Czy chcesz mnie usłyszeć? Marzę o tym od lat.

Kobieta potrząsnęła głową, jakby chciała się obudzić. Głosik szepnął:

– Jeśli jeszcze nie jesteś gotowa, mogę się schować. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie czas…

Kobieta milczała. Głosik też zamilkł. Kwiat paproci przygasł. Zrobiło się ciemno. W starym lesie rozległy się dziwne i straszne dźwięki.

– Co się stało – zapytała przerażona – czemu jest tak ciemno? I kwiat więdnie…

– To twoje życie – usłyszała z oddali słaby głosik – to właśnie wybierasz, gdy zadowalasz innych i zapominasz o sobie, swoich obowiązkach względem siebie samej i swojej odpowiedzialności za własne życie.

– A co mają do tego marzenia? – zgryźliwie zapytała kobieta.

Głosik zamilkł. Kwiat zgasł. Zrobiło się ciemno.

„Boję się” – pomyślała – „Czy ktoś może mnie ogrzać”? Cisza i ciemność przytłaczały ją i zalewały. „Co ten głosik mówił? Marzenie serca? Nie mam żadnych marzeń! Boję się! Chcę do domu”.

Ciemność i cisza nadal ją zalewały. Czas jakby stanął. Tym razem nie rozległ się żaden dźwięk, który wcześniej wyrywał ją z takiego stanu ciszy, ciemności, zagubienia i zatrzymania. Milczał telefon, nikt nie krzyczał, że jest głodny, nie zgłaszał pretensji, że nie robi tego co powinna, nikt jej nie kazał czegoś i nikt niczego nie dawał do zrozumienia. Była sama ze sobą. Nie wiedziała, jak długo trwa z tej pustce i czarnej ciszy.

– Hej, gdzie jesteś – krzyknęła w ciemność – możesz wyjść? Chcę cię zobaczyć i usłyszeć!

Znowu poczuła drgnienie w sercu, a kwiat paproci rozjaśnił się troszeczkę.

– Jestem – szepnął głosik.

– Co chciałeś mi powiedzieć?

– Chcę ci pokazać, czego potrzebujesz i o czym marzysz w głębi serca. Marzenia pokazują, że najpierw należy zaspokoić twoje potrzeby – najbardziej schowane, podstawowe potrzeby…

Kwiat paproci rozjaśniał się w miarę, jak kobieta poznawała marzenia swojego serce. Kobieta płakała znowu, ale tym razem były to łzy wzruszenia. Gdy marzenie serce pokazało jej obrazy przedstawiające to, o czym zawsze marzyła, kobieta zrozumiała, że to był jej dom – jej wewnętrzny dom i niebo w sobie samej – niebo, które pozwalało żyć.

Ten dom, to niebo i spokój towarzyszyły marzeniom jej serca. Tworzyły się, gdy marzenia serca były realizowane. Kobieta zrozumiała, że jeśli zdecyduje się na to, by realizować te marzenia, to zyska nie tylko dom i niebo w sobie, ale również kompas, który będzie ją prowadził od marzenia do marzenia.

Zrozumiała, że nikogo nie skrzywdzi, jeśli zacznie realizować marzenia swojego serca, jakkolwiek obawiała się reakcji innych ludzi na zmiany w jej zachowaniu, jakie nastąpią, gdy zacznie to robić.

Kwiat paproci znowu zaczął przygasać.

– Co się dzieje? – zapytała.

– Wątpisz i zaczynasz rezygnować – odparł głosik.

– Masz mi to za złe?

– Oczywiście, że nie. Przecież mnie wysłuchałaś. Już mnie znasz.

– Jeszcze nie jestem gotowa – wyszeptała zawstydzona kobieta.

– Wiem. Jak będziesz gotowa przyjdę.

– Kwiat paproci również?

Głosik roześmiał się i powiedział – No, nie wiem…

Znowu zapadła ciemność, ale kobieta już się jej nie bała. Wiedziała, że gdy będzie gotowa, to pojawi się głosik szepczący o jej marzeniach i poprowadzi ją przez życie. Na razie kobieta musi oswoić się z tą możliwością. Czuła jednak, że to nie potrwa długo i że głosik wkrótce wróci. A razem z nim, wraz z realizacją marzeń jej serca, wróci też jej wewnętrzny dom i spokój, który mu towarzyszy.

Jednak ona potrzebuje czasu, żeby dojrzeć do tak dużej zmiany w swoim życiu. To wszystko jest tak niezwykłe, że musi się z tym przespać, dokładnie przemyśleć, zanalizować. Robiła to już odruchowo, bo zawsze chciała mieć pewność, że podejmuje właściwą decyzję.

Czuła jednak, że teraz tę decyzję podejmie dużo szybciej niż zwykle i że już niedługo głosik naprawdę poprowadzi ją, by spełniała swoje najgłębsze potrzeby i realizowała marzenia serca. Marzenia które sprawią, że znowu będzie jednością z samą sobą, a jednocześnie będzie połączona ze światem i innymi ludźmi.

Autor: Jenczy

Kwiat paproci rozkwitał – 10

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał marzenia. I każde z nich wzmacniał. Marzenia – silne, błyszczące i kolorowe wracały do swoich właścicieli. Cieszyły ich i dodawały im nadziei. Co więcej, większość marzeń wzmacnianych przez kwiat materializowała się. A ich szczęśliwi właściciele wymyślali kolejne marzenia. Co roku kwiat paproci czekał na nie i sam też miał marzenie – by coraz więcej marzeń przylatywało do niego w tę magiczną, czerwcową noc, kiedy zakwita…

dla Felka napisała Kokoryczka

Była sobie łąka – 56

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Jeszcze niedawno w środku pracowały skrzaty, elfy i małe aniołki. Szykowały lekarstwo dla Borówki.

– Czy zdążymy? Czy będzie dostarczone na czas? – głośno zapytał mały, zatroskany krasnoludek.

– Tak, oczywiście. Już jest dostarczane – odparł pucołowaty aniołek.

Drugi aniołek, też mały i pucołowaty, dodał – Chora dostaje je kropelka po kropelce.

– Kto je podaje? – dopytywał krasnoludek

– Anioły Światła uzdrawiają ją w imię Najwyższego.

Krasnoludek zamyślił się, zatroskał jeszcze bardziej i zapytał

– A czemu tyle istot jest w to zaangażowanych? Ludzie się modlą o jej wyzdrowienie, my pracujemy, Anioły leczą. Przecież Anioły mogą ją uleczyć same, bez naszej pomocy.

– A ty? Czemu z nami jesteś i szykujesz to lekarstwo? – zapytał jeden z aniołków.

– Bo lubię Borówkę i chcę czymś zająć myśli, żeby się o nią nie martwić. Wydaje mi się, że prędzej wyzdrowieje, jak będę pomagał w przyrządzaniu lekarstwa.

Aniołki uśmiechnęły się słodko, a pewien elf popatrzył z sympatią na krasnoludka i powiedział:

– Borówka jest ogólnie szanowaną i kochaną osobą. Każde z nas chce mieć udział w jej wyzdrowieniu.

– Będę się cieszyć, jak wyzdrowieje – powiedział smutny krasnoludek.

– Już teraz możesz to robić – odpowiedział jeden z aniołków – i to niezależnie od tego co się stanie. Borówka albo wyzdrowieje, albo pójdzie prosto do nieba. Być może Pan Bóg ma dla niej nowe zadania. W każdym wypadku nasza życzliwość i pomoc będą do niej docierać i wspierać ją w tym, co będzie robiła.

– Chciałbym, żebym wyzdrowiała.

– My też, ale nie znamy planów Najwyższego. Za to możemy mu być wdzięczni, że dane nam było poznać Borówkę. Pomyśl, jaką jest wspaniałą osobą, skoro tyle istot ją pokochało?

…A zielona łąka, domek, las i strumyk, które przysłuchiwały się tej rozmowie, również były przepełnione wdzięcznością, bo też zdążyły poznać i polubić Borówkę.

Dla Borówki napisała Kokoryczka

Morskie fale – 23

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży wypoczywała fajna babka. Mąż przyniósł jej chłodny napój i położył się obok niej na miękkim białym piasku. Opowiadali sobie żarty i przekomarzali się jak dzieci. Później, trzymając się za ręce, podbiegli do wodnego roweru. Zepchnęli go na wodę. Zgodnie pedałowali i opłynęli wyspę dookoła. Potem nurkowali i pływali z małymi kolorowymi rybkami. Następnie, trzymając się za ręce, poszli do swojego pokoju. Ponieważ zasłonili zasłony, to to, co tam robili, jest już ich prywatną sprawą.

Autor: Merlinek

Morskie fale – 18

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży siedziała zrezygnowana, smutna Syrena. Jej siostry tańczyły wokół wyspy, pląsając w błękitnych wodach oceanu. Chciały ją rozweselić, ona jednak nie zwracała na nie uwagi, bo myślała, że należą do innego świata. Czuła, że od sióstr i całego morskiego plemienia oddziela ją jakby niewidzialna ściana.

Nikt, poza jej ojcem, Oceanem, nie wiedział, co się stało. Ojciec jednak zorientował się zbyt późno. I już nie mógł jej pomóc. Nie potrafił przebić się przez tę niewidzialną barierę, jaką otoczyła się smutna, samotna Syrena.

Cierpiała od wielu lat. Zaczęło się to dawno temu, gdy była jeszcze małym dzieckiem. W wielkiej sali podwodnego pałacu jej ojca znajdowała się zaczarowana Płyta Rozpoznania i Przeznaczenia, pokazująca prawdziwą naturę każdej istoty, która na niej usiadła lub chociaż jej dotknęła – musnęła ręką, płetwą czy włosami. Płyta nie tylko pokazywała prawdziwą naturę, często też sugerowała, gdzie należy zamieszkać i co robić, by przeznaczenie wypełniło się całkowicie. Często korzystały z niej dorastające syreny, by wybrać swoją drogę życia. Uroczysta ceremonia Rozpoznania odbywała się w obecności całego plemienia. Było to konieczne, bo Płyta Rozpoznania i Przeznaczenia przemawiała tylko wtedy, gdy wszystkie syreny i trytony jednoczyły swoje myśli w intencji pomocy syrenie, wybierającej swoją przyszłość. Trytony radziły sobie inaczej i Płyta rzadko była im potrzebna.

Malutka Syrenka nie wiedziała tego, bo była jeszcze zbyt mała i nikt nie zdążył jej o tym poinformować. Natomiast była bardzo ciekawa, jaka jest i chciała się dowiedzieć tego, zanim dorośnie. Postanowiła to sprawdzić. Wpłynęła więc kiedyś do wielkiej sali, w której było niezwykle tłoczno i pomyślała, że w tym tłoku może nikt nie zauważy, że zasięga rady Płyty Rozpoznania i Przeznaczenia. Była malutka i nie rozumiała, że w wielkiej sali odbywał się sąd nad złą czarownicą. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że gdy Syrenka dotknęła płyty – jej ojciec ogłosił werdykt sądu, mówiąc surowym głosem do czarownicy – „Jesteś zła i zepsuta do szpiku kości, do najmniejszej łuseczki swojego ogona. Niszczysz miłość, współpracę i wszystko, co kochamy. Skazujemy cię na banicję. Będziesz żyła na wygnaniu, z dala od rodziny i znajomych. Trytony dopilnują, byś już nigdy nie wróciła do pałacu i morskich ogrodów”.

Mała Syrenka oczywiście pomyślała, że to Płyta, głosem jej ojca, mówi, jaka jest jej prawdziwa natura. Przerażona odsunęła się szybko od Płyty Rozpoznania i schowała w kąciku. Dorośli zauważyli ją i jej przerażenie, ale myśleli, że wrażliwą Syrenkę przestraszył okrutny wyrok wydany na czarownicę.

Syrenka smutniała i bała się coraz bardziej. Kuliła się ze strachu na widok dorosłych syren i trytonów. Potem kuliła się i dygotała ze strachu, gdy ktokolwiek przepływał obok niej. Jej ojciec wyciągnął więc ze skarbca Zaczarowane Zwierciadło i poprosił o informację, co się stało z jego ukochaną córeczką. Zwierciadło pokazało mu przebieg całego wydarzenia.

Jednak nie mógł już przekazać córce wiadomości, że Płyta odzywa się tylko wtedy, gdy Ceremonia Rozpoznania odbywa się w obecności całego plemienia oraz tego, że jego słowa skierowane były do złej czarownicy. Umysł Syrenki zatrzasnął się, a ona sama schroniła się na samotnej wyspie. Siostry bezskutecznie próbowały ja rozweselić. Natomiast ojciec ciągle szukał sposobu, żeby porozumieć się ze swoim dzieckiem. Miał nadzieję, że istnieją takie drzwi do jej umysłu, które można otworzyć – i taki klucz, który je otwiera. Marzył z całych sił, z całego serca, że Syrena wróci do rodziny i swojego prawdziwego Przeznaczenia.

Autor: Jenczy

Mała ławeczka – 36

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadali tam tata i jego synek. Chronieni przez gęste gałęzie wierzby bawili się w kolejkę, w chowanego, w Indian… Udawali, że ławeczka jest statkiem kosmicznym i podróżują nią po całym wszechświecie.

Okoliczne wróble zlatywały się, żeby przyglądać się tym zabawom i czasem też brały w nich udział. Siadały na ławeczce, na ramionach i rękach obydwu podróżników. Udawały, że robią tak, bo chcą i że nie mają z tym nic wspólnego okruszki, sypane przez chłopca i jego tatę.

Chłopczyk bardzo się cieszył, gdy wróble wyjadały okruszki z jego ręki. Ojciec patrzył w roześmiane oczy malca i cieszył się razem z nim.

Autor: Brzozowa Bajdulka