Morskie fale – 14

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżało coś. Nikt nie wiedział, co to jest. Ja też tego nie wiedziałam, ale ciągle zerkałam w jego kierunku, bo to coś przyciągało moją uwagę… Ciągnęło mnie w jego stronę i chociaż udawałam obojętność, to niebawem znalazłam się tuż przy nim.

Chciałam je podnieść i przytulić, ale nie zrobiłam tego, bo czekałam na coś, choć nie wiedziałam, co to będzie. Patrzyłam na to coś, a ono patrzyło na mnie. Po chwili przysunęło się troszeczkę. Potem podskoczyło do góry, a ja je złapałam. Coś w moich rękach było ciepłe, puchate i miłe w dotyku. Przytuliłam je do serca i teraz wędrujemy razem. Coś, Ciepłe i Puchate, unosi się i promienieje, gdy w pobliżu znajdują się inni ludzie, którzy też mają ze sobą coś Ciepłego i Puchatego.

dla Felka napisała Kokoryczka

Morskie fale – 4

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży często przesiadywał postawny mężczyzna, który rozmyślał, wpatrując się w bezkresny ocean. Lubił też kłaść się na plaży i wtedy rozmyślał, patrząc w niebo.

Znajdował przyjemność w samotnym przebywaniu na bezludnej wyspie. Miał łódź, więc jeśli zatęsknił za ludźmi, to wsiadał do niej i odwiedzał rodzinę i znajomych mieszkających na innych wysepkach tego archipelagu. Czasami spotykali się na największej wyspie, która mieściła ich wszystkich.

Mężczyzna kiedyś lubił światowe życie i lubił też wpływać na życie innych ludzi – czy tego chcieli, czy nie. Co więcej, gdy nie chcieli, był tym bardzo podekscytowany i wręcz zmuszał ich, by przejęli jego punkt widzenia. Głośno zaś mówił, że się o nich troszczy i robi to dla ich dobra.

Kiedyś chełpił się tymi „osiągnięciami”, teraz myślał o nich z pewnym zawstydzeniem. Był już starzejącym się człowiekiem, gdy zrozumiał, że inni ludzie także mają prawo do samostanowienia. Jego rodzina również. Wtedy wpadł na pomysł, by kupić cały archipelag i dać członkom swojej rodziny wybór – żeby każdy z nich zdecydował, jak i gdzie chce mieszkać – samotnie na swojej wysepce, w towarzystwie najbliższej osoby (lub kilku osób), czy też w dużym towarzystwie na wielkiej wyspie. Każdemu dał środki, by zagospodarował się w miejscu, które wybrał. Sam, na własnej wyspie, postawił luksusowy, wygodny dom. Zadbał też o teleskop, by patrzeć na gwiazdy. Na środku wyspy wybudował saunę i basen, żeby mógł w nim pływać, jak nie będzie mu się chciało iść na plażę lub gdy będzie brzydka pogoda.

Wybudował sobie również dużą bibliotekę, w której zgromadził interesujące go książki z prawie całego świata. Wybudował też pas startowy dla samolotu, który czekał w gotowości na sąsiedniej wysepce. Dbał o niego pilot, mieszkający obok hangaru. Pozostali pracownicy zamieszkiwali pobliskie wysepki. Biuro mieściło się na dużej wyspie. Kiedy jego pracownicy przypływali lub przylatywali do pracy – to wszyscy byli uśmiechnięci i wypoczęci. On również…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przy pięknej starej toaletce – 41

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że znalazła się w sterowni swojego życia – w sali, w której był wielki blat z parami przycisków. Każdemu przyciskowi z dłuższym podpisem towarzyszył drugi przycisk. O ile pierwsze miały różne nazwy, to drugie były nazwane identycznie – „STOP”.

Jako pierwszy zauważyła świecący się przycisk, podpisany „BOJĘ SIĘ SIEBIE”, a obok niego był ciemny przycisk nazwany „STOP”. Tuż obok tej pary przycisków znajdowała się kolejna para – ciemny przycisk „UFAM SOBIE” i świecący się przycisk „STOP”.

Obejrzała wszystkie przyciski umieszczone na wielkim blacie. Potem usiadła w wygodnym fotelu, by się zastanowić. Po dłuższym namyśle postanowiła sprawdzić, co się stanie, gdy zmieni niektóre z ustawień.

Zaczęła od pierwszej, zauważonej przez siebie, pary przycisków – świecący się przycisk „BOJĘ SIĘ SIEBIE” i towarzyszący mu ciemny przycisk „STOP”. Ostrożnie, ale zdecydowanie, wcisnęła przycisk „STOP” – natychmiast się rozjaśnił, a jednocześnie przycisk „BOJĘ SIĘ SIEBIE” zgasł. Kątem oka zauważyła migotanie pozostałych przycisków na wielkim blacie – niektóre zgasły, inne się zapaliły. Obejrzała je wszystkie, notując w myśli, co się zmieniło.

Znowu usiadła w fotelu, zastanawiając się, czy te zmiany jej odpowiadają. Jeszcze raz obejrzała wszystkie przyciski, żeby wytypować kolejny…

Uznała, że wciśnie go za parę dni, gdy zaobserwuje, jak na jej życie wpłynie dzisiejsza zmiana…

Autor: Jenczy

Mała ławeczka – 22

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Zwykle chciał się tam bawić mały chłopczyk. Opiekunowie nie pozwalali mu na to, bo zawsze chcieli mieć go na oku. Jednak chłopczyk był sprytny i często korzystał z okazji (lub sam je stwarzał), by ukryć się pod gałęziami wierzby.

Wyobrażał sobie, że jest tam zaczarowany świat, a ławeczka zgodnie z jego życzeniem zmieniała się w konia, samochód, jacht lub duży statek. Czasami znowu wracała do swojej postaci i była zwykłą ławeczką, a wówczas chłopczyk wyobrażał sobie, że jest wróbelkiem lub żabką, która na nią wskoczyła. Wierzba przyglądała się tym zabawom z życzliwością i zawsze chroniła chłopczyka i ławeczkę przed ciekawskimi podglądaczami. Czasami muskała chłopczyka po główce i ramionach przypominając mu, że powinien już wracać do swoich opiekunów.

Obydwie z ławeczką cieszyły się na wizyty chłopczyka i zawsze były ciekawe, co jeszcze przyjdzie mu do głowy.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mała ławeczka – 14

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często gałązki i liście wierzby muskały ławeczkę i siedzące na niej osoby. Wyglądało to tak, jakby wierzba ich gładziła i szeptała, że są dla niej ważni i że bardzo, bardzo ich lubi. Tak też było naprawdę. Wierzba chroniła ławeczkę i osoby, które na niej siadywały. Otulała ich szczelnym płaszczem swoich liści i gałązek. Robiła tylko jeden wyjątek – gdy siadał na niej ktoś smutny, a alejkami spacerowała starsza, miła pani, która była uzdrowicielką, wierzba unosiła swoje gałęzie i odsłaniała na chwilę ławeczkę z siedzącą na niej osobą. Kiedy starsza pani dawała znak, że zrozumiała jej wiadomość, wtedy wierzba znowu otaczała ławeczkę i smutną osobę płaszczem z gałązek i liści. Tymczasem starsza pani siadała na jakiejś ławeczce niedaleko wierzby i zajmowała się tym, co zwykle – oczyszczaniem i dawaniem ukojenia. Wyobrażała sobie, że wierzba wychwytuje smutek z osoby siedzącej na ławeczce i swoimi korzeniami oddaje go Matce Ziemi. W zamian – z ziemi, powietrza oraz od ptaków i drzew otrzymuje radość, zaradność i dobre samopoczucie, które z kolei przelewa na osobę siedzącą na ławeczce. Robi to za pomocą dotyku, muskając tę osobę swoimi listkami i gałązkami. Ludzie nie wiedzieli o tym, ale bardzo chętnie siadywali na ławeczce, bo zawsze poprawiało się wtedy ich samopoczucie.

Kiedy na ławeczce pod wierzbą siadał ktoś, kto potrzebował skupienia, bo chciał się uczyć, czytać lub rozmyślać – wierzba jak zwykle okrywała ławeczkę szczelnym płaszczem liści i gałązek, a ptaki śpiewały trochę ciszej niż zwykle, żeby mu nie przeszkadzać w skupieniu.

Gdy na ławeczce siadywali zakochani, wierzba też okrywała ich szczelnie, ale za to ptaki świergotały bardzo ożywione.

Dzięki tym sygnałom stara uzdrowicielka zawsze wiedziała, co wierzba chce ofiarować swoim podopiecznym. I często jej w tym pomagała…

Czasami, gdy ławeczka była pusta, uzdrowicielka sama siadała na niej i rozmawiała z wierzbą. Wymieniały się ploteczkami i rozmawiały jak serdeczne przyjaciółki. Wierzba bardzo lubiła te chwile, a i ławeczka była zadowolona, gdy przysłuchiwała się ich rozmowom…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mała ławeczka – 7

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często podchodził do niej mały żółw. Rozmawiał ze ślimakiem, który mieszkał w trawie, i z wróblami, które przysiadały na ławeczce. Razem wymieniali się sąsiedzkimi ploteczkami. A wierzba szumiała i na swój sposób też włączała się do rozmowy.

Ławeczka tylko przysłuchiwała się, ale promieniała ze szczęścia, bo była towarzyska i bardzo lubiła gości.

Autor: Jęczyduszka

Przez kawiarniane okno – 30

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Braciszek i Siostrzyczka. Wypadli ze swojej bajki, bo któryś z nieuważnych czytelników zrzucił ze stołu książkę, w której mieszkali. Kiedy zauważyli, że wypadli ze swojej opowieści, starali się do niej wrócić, ale im się to nie udało. Sami nie potrafili tego zrobić, a czytelnicy i bibliotekarze nie mogli im pomóc, bo ich po prostu nie widzieli…

Braciszek i Siostrzyczka wyszli więc z czytelni dużej biblioteki na ulicę, a potem na plac, w nadziei, że inni ludzi ich zobaczą i pomogą im. Jednak wyglądało na to, że inni ludzie też ich nie widzieli. Na szczęście Braciszek zauważył, że przygląda się im starszy pan z siwą brodą, który kogoś mu przypominał. Pociągnął Siostrzyczkę za rękaw i pokazał jej siwego pana.

– To chyba Merlin, czarodziej – szepnęła Siostrzyczka.

Razem podeszli do starszego pana.

– Jesteś Merlinem? Pomożesz nam wrócić do naszej bajki?

– Tak, jestem. Niestety, wasz powrót jest teraz niemożliwy. Zabiorę was w inne miejsce. Będziecie mile widziani w Szkole Czarowania Babci Jagi.

– Gdzie jest ta szkoła? – spytała Siostrzyczka

– Boję się Baby Jagi – jednocześnie krzyknął Braciszek i przytulił się do Siostrzyczki, jakby szukał u niej ratunku.

– Szkoła mieści się pomiędzy światami i znajdują tam schronienie wróżki, czarodzieje i różne bajeczne postacie, które wypadły ze swoich bajek lub zostały z nich wypchnięte. I nie ma tam żadnej Baby Jagi – jest tylko dobra wróżka Babcia Jaga. Zaraz ją zobaczycie. O, już jest!

Merlin pokazał ręką na portal, który uformował się tuż przed nimi. Widać w nim było Babcię Jagę i za nią szkolny korytarz.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do dzieci, a na widok tego uśmiechu ich strach stopniał. Bez wahania weszły do szkoły. Tuż za nimi wszedł Merlin, który wcześniej z niepokojem przyjrzał się dziwnie zachmurzonemu niebu. Przekraczając portal westchnął z ulgą – „Najwyższy czas”.

Przejście zamknęło się natychmiast, gdy Merlin przekroczył jego próg. Dzieci więc nie widziały, że Zło zaatakowało portal tuż po tym, jak one przez niego przeszły. Wiedzieli o tym tylko Merlin, Babcia Jaga i Głos. Babcia Jaga przesłała obu drżącą myśl – „Udało się, na szczęście”. Sama zachwiała się, a Merlin przytulił ją i podtrzymał, by nie osunęła się na podłogę. Oboje patrzyli, jak Braciszkiem i Siostrzyczką zaopiekowały się Jagódka i Jęczyduszka.

– Zdążyliśmy w samą porę – Głos przesłał im telepatycznie wiadomość i dodał – Jaga, idź do swojej sypialni, odpocznij, ja skanuję, kto jeszcze może potrzebować naszej pomocy. Zawiadomię ciebie i Merlina, jak będzie potrzebni.

– Muszę sprawdzić… – zaczęła protestować Babcia Jaga.

– Wszystkim się zajmiemy – uspokoił ją Merlin – teraz odpocznij, jesteś nam bardzo potrzebna.

– Merlin ma rację, jak będziesz się upierać, to położymy cię w szpitalu, a wiesz, że lekarz nie wypuści ciebie stamtąd tak szybko, jakbyś chciała…

– Dobrze – szepnęła Babcia Jaga – przekonaliście mnie. Merlinie nie musisz mnie odprowadzać, sama dojdę. Przypilnuj Merlinka, miał dziwną minę, gdy zobaczył naszych nowych podopiecznych.

– Tak, zauważyłem – westchnął Merlin i ruszył w kierunku uczniów zebranych wokół Braciszka i Siostrzyczki.

Tymczasem Głos obserwował przez kamery plac widoczny z kawiarnianego okna. Zło, nie mogąc przejść przez portal, bardzo się rozeźliło i wywołało straszliwą burzę z piorunami. Rozzłościło się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że ludzie go nie widzieli. Zamiast się bać – rozłożyli parasolki, żeby uchronić się przed deszczem i przyśpieszyli kroku, by znaleźć schronienie w domach, sklepach, kawiarniach lub chociaż w tramwajach i autobusach.

„Zdążyliśmy” – pomyślał Głos – „coś dziwnego dzieje się w tym świecie, trzeba tam posłać Ratowników, Obserwatorów, Słuchaczy i może jeszcze inne służby pomocnicze”. Jak pomyślał, tak zrobił. Nad placem przejaśniało i pojawiły się zwiewne świetliste sylwetki. Ludzie ich również nie widzieli, ale jakoś zrobiło się im lżej. Zwolnili kroku, głębiej oddychali i częściej uśmiechali się do siebie nawzajem.

„Dobra robota” – pomyślał Głos i zabrał się za obserwację innych kamer.

Autor: Archiwista SC

Przez kawiarniane okno – 29

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł pomysł na milion – milion złotych, milion dolarów, milion euro… A właściwie był to pomysł na pierwszy milion… widziałam, jaki był okrąglutki. Szedł razem z ludźmi. Do niektórych się przytulał, jakby chciał, żeby zabrali go ze sobą. Ludzie go ignorowali…

Szybko dopiłam kawę i wyszłam z kawiarni. Podeszłam do nieco zagubionego pomysłu i zapytałam, czy chce ze mną porozmawiać. Zgodził się z radością. Wyznał, że czuł się samotny pomiędzy ludźmi…

… Nagle poczułam się tak, jakby było to kiedyś, jakiś czas temu. Zobaczyłam, że teraz pomysł jest mniej samotny, bo wędruje przez życie razem ze mną i moimi przyjaciółmi. Dołączają do nas nowe pomysły, a nawet… nowe miliony… w różnych walutach…

Była to bardzo sympatyczna wizja. Oprzytomniałam w samą porę, by usłyszeć, że pomysł zapytał mnie, czy mógłby wędrować ze mną dłużej, bo bardzo chciałby mieć przyjazną duszę koło siebie. Oczywiście, zgodziłam się. Ciekawa jestem, czy wizja się spełni w całości… Na razie wędrujemy razem i jest nam bardzo dobrze ze sobą i z naszymi przyjaciółmi.

Autor: Kokoryczka

Przez kawiarniane okno – 28

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich moje zdrowie, szczęście i powodzenie. Szły we trójkę, trzymając się za ręce i rozglądały się uważnie dookoła. Radość biegała wokół nich. Co chwila podbiegała do różnych ludzi, zaglądała im w oczy i po chwili wracała do szczęścia, zdrowia i powodzenia…

Od razu ich rozpoznałam. Od dawna mi ich brakowało, ale nie pamiętałam, gdzie ich zgubiłam. Wyszłam z kawiarni. Gdy znalazłam się na placu, one też mnie zauważyły. Cała czwórka podbiegła do mnie. I szczęście, i zdrowie, i powodzenie, i radość… Przytuliły się do mnie i znów jesteśmy razem. Tym razem ich nie zgubię. Obiecałam to zarówno im, jak i sobie samej.

Autor: Jagódka

Przez kawiarniane okno – 18

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich kobieta, która nie zdawała sobie sprawy z własnej atrakcyjności. Szła powoli ze spuszczoną głową i nie widziała zachwyconych spojrzeń, jakimi obdarzali ją przechodnie. Dopiero kiedy usłyszała szepty – zaczęła się rozglądać i szybko zauważyła, że większość przechodniów się jej przygląda. Pomyślała, że może ma plamę na spódnicy, podarte rajstopy albo fryzura przestała ładnie wyglądać. Przystanęła więc przy wielkim oknie wystawowym, żeby się sobie przyjrzeć. Szybka lustracja uspokoiła ją – spódnica była czysta, rajstopy całe, a fryzura też była w najlepszym porządku. Ponieważ zatrzymała się przy sklepie z odzieżą – zaczęła przyglądać się pięknym sukienkom, w które ubrane były manekiny na wystawie. Ludzie też przystawali, ich sylwetki odbijały się w oknie wystawowym. Widziała więc manekiny o nienagannych figurach, sylwetki ludzi i swoją postać. Zauważyła, że ludzie nie patrzą na manekiny i sukienki na nich leżące, tylko na nią. Nie wiedziała, czemu tak się dzieje… Zaczęła uważnie przyglądać się swojemu odbiciu w oknie wystawowym. Patrzyła, tak jakby widziała się po raz pierwszy w życiu. Po dłuższej chwili pomyślała – „nie wyglądam najgorzej”. Przyjrzała się sobie ponownie i uznała – „no, ostatecznie może być”. Ta myśl sprawiła jej przyjemność. Zadowolona odwróciła się od wystawy, żeby dalej pójść swoją drogą. Lecz teraz, zamiast patrzeć na chodnik, przyglądała się mijanym po drodze ludziom. Odwzajemniała ich uśmiechy i zauważyła, że są bardzo atrakcyjni. Więc dalej szła – zadowolona z siebie i podziwiająca innych… I tak już jej zostało…

Autor: Brzozowa Bajdulka