Przez kawiarniane okno – 16

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich małe Słoneczko. W końcu Słoneczko też człowiek, więc może sobie pójść na spacer. Założyło kurteczkę z długim rękawem, spodnie, rękawiczki. Głowę omotało chustą, żeby uchronić ludzi przed swoimi palącymi promieniami. Szło na chudych nóżkach, przy tym tańczyło i przytupywało w rytm swojej własnej muzyki.

Zdziwiona zobaczyłam, że coś dziwnego dzieje się z tymi jego nóżkami. Zaczęłam się uważnie przyglądać, a ono mrugnęło do mnie okiem i pokazało w zwolnionym tempie, co robiło…

Otóż te jego nóżki, to były promienie i Słoneczko przy każdym kroku wyjmowało jeden promień z nogawki, drugi przekładało do tej nogawki, a trzeci wkładało do nogawki właśnie opustoszałej. Po prostu szło i kręciło się dookoła…

Dobrze się bawiło, a jak razem z nim. Dotąd robi mi się ciepło w okolicy seca, i uśmiecham się wesoło, jak przypomnę sobie ten obrazek.

Autor: Jagódka

Przez kawiarniane okno – 13

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewna niepozorna postać. Drobna kobieta śpieszyła się gdzieś. Szła szybko, ze spuszczoną głową, nie zwracając uwagi na tłum ludzi dookoła. W pewnej chwili przystanęła, bo zaświeciło czerwone światło. Zatrzymała się wraz z innymi ludźmi i czekała na światło zielone, żeby przejść na drugą stronę ulicy.

Jednak, o dziwo, światło nie zmieniało się. Ciągle świeciło czerwone. Trwało to długo: minutę, dwie, pięć, dziesięć, piętnaście minut… Ludzie zaczęli się niecierpliwić. Niektórzy wskakiwali na jezdnię, lawirując między jadącymi samochodami. Inni zawracali, by pójść inną drogą. Kobieta dalej czekała ze spuszczoną głową… Minęła prawie godzina, a światło nadal było czerwone. Po pewnym czasie kobieta podniosła głowę i rozejrzała się dookoła. Wyglądała, jakby przebudziła się z głębokiego snu. Zdziwiona przyglądała się ulicy, chodnikom, budynkom…, jakby po raz pierwszy widziała ten plac. Zmarszczyła brwi i się nad czymś zastanawiała… Potem zawróciła.

A czerwona światło jakby na to czekało. Zmieniło się na zielone. Kobieta tego nie widziała, bo poszła swoją drogą, starannie wybierając chodniki i ulice, przez które przechodziła. W tej nowej wędrówce towarzyszyły jej już same zielone światła…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mała śnieżynka – 31

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

– Ładny obraz – odezwał się Merlin, który niepostrzeżenie wszedł do pracowni i przystanął za plecami Kokoryczki.

Z uznaniem przyjrzał się niedokończonemu obrazowi, stojącemu na sztalugach i dodał:

– Śnieżynki wyglądają, jakby się rzeczywiście poruszały. Jesteś pewna, że nie jesteś czarodziejką?

– Oczywiście, że nie! Już sprawdzaliście – ze śmiechem odpowiedziała Kokoryczka, wytarła ścierką zabrudzone przy malowaniu ręce i przywitała się z Merlinem, a ten zapytał:

– Jak to robisz, że obraz wygląda jak żywy?

– Nie wiem. Teraz, przy tym malunku tak się skupiłam, że zapomniałam o całym świecie. Nawet nie usłyszałam, że nadchodzisz i nie poczułam, że stanąłeś za mną…

– Tak… – mruknął Merlin i dalej mówił, jakby sam do siebie – uczucie… piękno… wzruszenie… To może być to, co sprawia, że obraz jest taki niecodzienny… Chciałoby się do niego wejść…

– Przyszedłeś, żeby podziwiać moje obrazy? – z miłym uśmiechem zapytała Kokoryczka.

– Nie, choć są piękne. Mam do ciebie prośbę, a właściwie mamy, bo Babcia Jaga i Głos też są zainteresowani, żebyś zajęła się bajkami.

Kokoryczka poparzyła uważnie na Merlina, a mówił dalej:

– Oczywiście, zależy nam, żebyś dalej prowadziła lekcje NLP dla wróżek i czarodziejów, bo są ważne i potrzebne… Kiedy na ostatnich zajęciach wytłumaczyłaś nam, jak ważne jest rozpoznawanie struktury naszych zachowań, pomyśleliśmy sobie, że mogłabyś nam pomóc w rozpoznawaniu struktury bajek i baśniowych lekcji. Bajki, baśnie, legendy są prastarą formą uczenia wróżek i czarodziejów. Możesz nam pomóc je zrozumieć i zobaczyć wielopiętrowość ich przekazu. Przy okazji nauczymy się świadomie tworzyć nowe baśnie. Jagódka i Jęczyduszka pomogą ci spisywać ludzkie bajki, żebyśmy mieli ich własne wersje. Przydadzą się, jeśli znowu znikniesz z naszej szkoły. Niedługo dołączy do nas Brzozowa Bajdulka, która sama tworzy baśnie.

– Skąd wiecie, że lubię bajki?

– Masz ich bardzo dużo w swojej bibliotece. Od nich zresztą zaczniemy, bo część z nich jest bardzo podobna do bajek z naszego świata.

– Kiedy mam zacząć?

– Jak będziesz gotowa.

– Dobrze – powiedziała Kokoryczka i uśmiechnęła się do Merlina myśląc, że czeka ją ciekawa przygoda. Ciekawa była też Brzozowej Bajdulki, bo bardzo się jej podobały jej opowiastki nazywane bajdulkami, które były przechowywane w szkolnej bibliotece.

Autor: Archiwista SC

Mała śnieżynka – 30

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Przyglądał się jej mały chłopczyk. Dziwiło go, że śnieżynek jest wiele, a każda jest inna. Zapatrzył się na tę jedną małą śnieżynkę i pragnął gorąco, żeby jego samego również ktoś zauważył i wyróżnił swoją uwagą. Nie chciał być anonimowym chłopczykiem, jednym z wielu milionów chłopczyków żyjących na Ziemi. Chciał, by znalazł się ktoś, dla kogo będzie jedyny, niepowtarzalny, doceniany i kochany.

Śnieżynka zauważyła chłopca i też mu się przyglądała. Było dla niej jasne to, czego chłopczyk jeszcze nie rozumiał – że on sam powinien docenić siebie i zauważyć swoją niepowtarzalność.

„Przyjacielu” – pomyślała – „życzę ci z całego mojego śnieżynkowego serca, żebyś siebie polubił i był dla siebie ważny. Wtedy będziesz umiał zauważyć, że ktoś cię wyróżnia i będziesz się cieszyć, że ktoś obdarza cię swoją uwagą – tak jak ja się cieszę, że na mnie patrzysz i jestem ci za to wdzięczna.” Myśląc to, śnieżynka z wdziękiem opadła na rękaw palta chłopczyka. Przyglądali się sobie uważnie chłopczyk i śnieżynka, śnieżynka i chłopczyk. Po czym śnieżynka rozpuściła się, zadowolona, że dobrze wykorzystała czas, który był jej dany.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Mała śnieżynka – 28

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Podobały mi się. Było ich dużo. Tańczyłam z nimi, a one spadały na moje ręce. I potem moje rękawiczki zrobiły się białe, bo śnieżynki na nich siadały. Chyba je polubiły. Ja też je lubię.

Autor: Duszka

Mała śnieżynka – 15

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Spadały w stronę miasta, oświetlonego wieloma latarniami. Śnieżynki wirowały w powietrzu, nadając mu charakter bajkowego miasteczka.

Autor: Jagódka

Mała śnieżynka – 7

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Przyglądała się im mała dziewczynka, wyglądająca przez okno swojego pokoiku. Siedząca za nią Babcia Jaga opowiadała jej bajkę o Śnieżynkach, które spływają na Ziemię, po to by ludzie cieszyli się ich pięknem, gracją i wdziękiem.

– Marysiu, ludzie potrzebują piękna, bo dzięki temu żyje się im lepiej – mówiła Babcia Jaga.

Siedzący w kącie krasnoludek kiwnął głową na potwierdzenie i powiedział:

– A pamiętasz Marysiu, jak z innymi krasnoludkami malowaliśmy trawę na zielono, a maliny na czerwono? Też robiliśmy to po to, żeby świat był piękniejszy.

Marysia uśmiechnęła się i dalej patrzyła, jak śnieżynki opadają w dół, lekko wirując w powietrzu.

Autor: Archiwista SC

Mała śnieżynka – 2

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Na dole widać było duży zbiornik wody. Śnieżynka nie wiedziała, czy to jest małe morze, czy duże jezioro. Jej uwagę przyciągały dwie wyspy. Obydwie były początkowo rozświetlone światłami domów i latarni. Między nimi majaczył most, który je łączył. Nagle, wydawałoby się zupełnie bez powodu, most zaczął się kruszyć i rozpadać. Na jego miejscu utworzyła się przepaść. Natomiast na obydwu wyspach zaczęły rosnąć potężne mury – i w miejscu, gdzie początkowo był most, i w innych miejscach. Wyspy obwarowały się. Mury były już tak wielkie że światła domów i latarni przestały być widoczne, a może w ogóle przestały świecić?

Śnieżynka aż zatrzymała się z wrażenia. Nieruchomiejąc patrzyła, jak mury rosną wysoko, prawie sięgając nieba. Już nie widać było obydwu wysp. Każda zniknęła na dnie studni, utworzonej przez okalające ją mury.

– Co cię martwi, Śnieżynko? – zaszemrał wiatr i okręcił ją w powietrzu.

– To, co się stało z wyspami.

– Czasami tak się dzieje.

– Czy możemy coś zrobić? – zapytała śnieżynka.

– Możesz dołączyć do nich – szepnął wiatr i wskazał na kilka świetlanych postaci, spływających z nieba w stronę wysp.

Śnieżynka rozpoznała Anioły, niosące miłość i światło.

– Możesz mnie do nich zanieść? – zapytała.

Wiatr przeniósł ją delikatnie i śnieżynka poczuła anielskie ciepło i światło. Rozpuściła się w nim i spłynęła w dół, do anielskiej pomocy dołączając również swoją miłość i życzliwość.

Światło zaczęło głaskać i ogrzewać mury, a te rozpuszczały się powoli… Wyspy znowu zaczęły być widoczne. Gdy anielskie światło i ciepło dotarły do wysp, każda z nich odpowiedziała własnym światłem. Jej latarnie i domy świeciły coraz mocniej, cieplej, jaśniej…

Inne śnieżynki, patrząc w dół, widziały, że wyspy zaczęły wyglądać jak dwa jasne klejnoty na tle ciemnej wody. W pewnej chwili przepaść zniknęła i ukształtował się nowy mocny, łukowaty, świetlisty most, który połączył obie wyspy. A na środku mostu, na poręczy, osiadła mała kropelka światła, ta która jeszcze niedawno była ich siostrą, małą śnieżynką.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Polną drogą – 43

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył… Spokój.

Spokój stał sobie na szczycie wzgórza i patrzył na rozległą dolinę. Wędrowiec zobaczył jak Spokój usiadł i zamyślił się – cały czas patrząc na piękną dolinę.

Powietrze wokół jakby uspokoiło się, ptaki zaczęły ciszej i spokojniej śpiewać, a nawet wiatr dołączył do tego spektaklu. Przestał ostro wiać, szarpać włosy i kurtkę wędrowca. Jakby się uspokoił, a szarpanie zastąpił delikatnym, spokojnym głaskaniem. Gładził włosy, policzki i ręce Wędrowca. Spokojnie i uważnie głaskał też trawy, ziemię oraz dzióbki, pazurki i pióra ptaków. Wiatr zrobił się ciepły, serdeczny i gładząc otulał – wędrowca, ptaki, wzgórza dolinę….

„Usiądź przy mnie” – wędrowiec usłyszał w swojej głowie głos. Rozejrzał się dookoła, żeby zobaczyć, kto mówił. Nie zauważył nikogo nowego. Widział tylko Spokój, który spokojnie siedział i wpatrywał się w dolinę. Nawet nie odwrócił głowy, jednak wędrowiec miał wrażenie, że to Spokój go zaprasza. Usiadł przy nim i też zaczął wpatrywać się w krainę, leżącą u stóp wzgórza.

Nie rozmawiali ze sobą, tylko patrzyli – Spokój i wędrowiec, wędrowiec i Spokój…

W pewnej chwili wędrowiec zobaczył przed sobą rozwiązanie problemu, który nurtował go od bardzo dawna. Zobaczył wydarzenia, osoby, swoje działania i efekty tych działań… To wszystko tworzyło wzór, z którego wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Teraz ten wzór, na oczach wędrowca, zmieniał się… Przeobrażał się w nowy. Przynosił nowe rozwiązania, choć proponował stare sposoby, które wędrowiec dobrze znał. Stare, dobrze wypróbowane metody, tylko zastosowane w innych okolicznościach.

Wędrowiec, jak oczarowany przyglądał się swoim pomysłom. Zobaczył jak one wpływają na jego życie i rozwiązanie tego problemu, również jak rozwiązują problemy, z których istnienia nie zdawał sobie wcześniej sprawy.

Nawet nie zauważył, że wstał i uśmiechnięty zaczął schodzić ze wzgórza. Z powrotem wszedł w swoje życie. Wrócił do niego, chociaż wcześniej nawet nie wiedział, że z niego wyszedł. Teraz powracał, biorąc odpowiedzialność za siebie i mając pewność, że wszystko zrobi tak, jak trzeba. Odzyska sens i nadzieję. Wiara i miłość właśnie się odnalazły i zaczęły wspierać go, w jego życiu i w jego działaniach.

Spokój przyglądał się temu z życzliwością. „Powodzenia przyjacielu, na pewno się uda” – powiedział głośno za Wędrowcem, choć wiedział, że ten pewnie go nie usłyszy, bo na nowo jest zajęty swoim życiem i swoimi sprawami.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 11

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła swojego ojca, który patrzył na nią i uśmiechał się serdecznie…

Rozbudzona kobieta przypomniała sobie ten uśmiech i dobre oczy ojca, patrzące na nią z sympatią. „Dla taty jestem królewną” – pomyślała – „więc może powinnam uwierzyć, że rzeczywiście tak jest?” – Zamyśliła się – „Zgoda, jestem królewną, a nawet królową i zaczynam się zachowywać jak dobra królowa. Będę dbała o siebie i swoje królestwo.” Przyszło jej na myśl, by podzielić się tym postanowieniem z najbliższymi, ale szybko tę myśl odsunęła – „To będzie moja tajemnica. Prawdziwe królowe nie mówią wszystkiego. Robią i mówią to, co wypada robić i mówić”. Wstała z łóżka i rozpoczęła nowy dzień.

Autor: Brzozowa Bajdulka