Kwiat paproci rozkwitał – 33

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał owady, ptaki, zwierzęta i ludzi, a także ich zachwyt.

Co się dzieje, jeżeli coś lub ktoś nie przyciąga naszego zachwytu? Czy to się dzieje w nas, czy na zewnątrz?

Lepszy jest zachwyt niż jego brak, ale przesadą byłoby zachwycanie się wszystkim.

Cenne jest wiedzieć, gdzie się jest i co właściwie jest do zrobienia w określonej chwili i miejscu.

Autor: Adam

Kwiat paproci rozkwitał – 32

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ćmy, które zleciały się z całego lasu i okolicznych wiosek. Szczelnie otoczyły kwiat, tworząc kulę, która zasłoniła jego blask.

Co chwila któraś ćma przysiadała na płatkach pięknego kwiatu. Jego światło było przyjazne i ćma nie spalała się, jak przy świeczce, tylko sama zaczynała się rozjaśniać. Jej skrzydełka świeciły i migotały, jakby rozjaśniane przez tysiące iskierek. Przemiana trwała chwilę, po czym ćma ulatywała w górę i zawisała w powietrzu, oświetlając tłum ciem, otaczających kwiat paproci.

Po pewnym czasie ćmie światło było tak jasne, że obserwatorzy widzieli las wyraźnie, jakby był to dzień, a nie środek nocy. Po jeszcze dłuższym czasie do światła ciem dołączyło światło kwiatu paproci, który zaczął być widoczny – w miarę, jak coraz więcej ciem wzlatywało w powietrze, świecąc i migocąc nowymi skrzydełkami. Ćmy były bardzo cierpliwe i czekały do końca przemiany. Gdy ostatnia z nich dokonała swojej transformacji, ćmy odleciały – każda w swoją stronę, roznosząc światło i radość. Rozgrzewały serca, dawały nadzieję i oświetlały każdy zakątek lasu, okolicznych łąk, domów i całych wiosek.

A kwiat paproci dalej rozkwitał i swoim blaskiem przyciągał kolejne stworzenia.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 31

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wszystkie stworzenia znajdujące się w pobliżu. Przyciągnął również uwagę kosmitów, którzy chcieli podbić Ziemię. Obfotografowali kwiat, zrobili jego replikę i wyhodowali kolejne kwiaty. Mieli nadzieję, że z ich pomocą zniewolą ludzi, bo będą wpływać na ich emocje i dzięki temu ludzie będą posłuszni ich woli. Na szczęście kosmici nie znali tajemnicy kwiatu…

Nie wiedzieli, że kwiat paproci odmienia serca istot, które się z nim stykają – nawet istot, których serca są zatwardziałe. Bo któż, mający czujące serce, chciałby robić z innych niewolników? Kosmici, stykający się z kwiatem paproci, zaczęli zachowywać się trochę inaczej niż zwykle. Zaczęli kochać świat i cały wszechświat – jego piękno i harmonię. Ukrywali to sami przed sobą, bo myśleli, że to jakaś przejściowa słabość. Ta cecha okazała się zaraźliwa. Zwykły kontakt, nawet telefoniczny, sprawiał, że kolejni kosmici zmieniali się. W końcu rozmiar tych zmian był tak olbrzymi, że nazwano to epidemią miłości. Zaczęto szukać jej źródła. Gdy okazało się, że był nim kwiat paproci, było już za późno na podbój Ziemi i innych rejonów kosmosu. Wirus miłości i piękna zdążył się zadomowić w sercach kosmitów – zarówno na statkach kosmicznych, jak i we wszystkich zakamarkach wszechświata – również na ich rodzimej planecie. A ona zamieniła się w drugą Ziemię. Od naszej różniła się tym, że była pełna kwiatów paproci. Rosły wszędzie i ciągle kwitły nowe, niezależnie od pory roku.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 29

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał owady i ptaki.

Przechodzący obok niego ludzie nawet nie zwrócili na niego uwagi. Rozstawiali sprzęt wokół polany. Były to generatory średniej mocy. Po przejściu przez nie modulowanej fali, można było określić rozmiar zniszczeń w stojącym na skraju lasu budynku. Był to sprzęt do ochrony wyspy. Nasz tajemniczy bohater zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa rozstawienia w tym miejscu sprzętu. Podszedł do jednego z modulatorów i zamienił parametry. Przy trzecim modulatorze wprowadził dane przekierowujące strumień energii na małego satelitę komunikacyjnego, z którego korzystali uczeni na wyspie.

Autor: Andrzej

Kwiat paproci rozkwitał – 28

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę każdego wędrowcy. Jednym z nich był podróżnik, który uwielbiał czekoladę. Ów człowiek połączył piękny zapach, roznoszący się po lesie, ze smakiem swojej ulubionej czekolady. Zjadł całą tabliczkę, podziwiając piękno kwiatu.

Inny wędrowiec bardzo lubił czosnek, bo mu dobrze służył. Ale, w odróżnieniu od pierwszego pana, nie zjadł swojej przysmaku, gdy przystanął, by obejrzeć kwiat.

Kolejny obieżyświat jechał rowerem i co prawda zauważył kwiat, ale był tak pochłonięty jazdą, że nie zwolnił, tylko pojechał dalej. Przy okazji wiemy, że lubił mleko.

Autor: Adam

Kwiat paproci rozkwitał – 27

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok swoimi srebrzystobiałymi barwami, przyciągał węch przecudownym zapachem, a jego płatki i okalające liście delikatnie i cichutko szemrały.

Duża Hania nie mogła nie dostrzec tego Kwiatu wśród gąszczu innych paproci. Przecież to jest ten Kwiatek, którego szukała mała Hania! Ktoś kiedyś kazał jej go wyrwać z serca i posadzić daleko w gęstym lesie. I jeszcze wmówił jej, że trudno go znaleźć i że właściwie znalezienie go jest niemożliwe, bo zakwita tylko raz w roku. Duża Hania od razu wiedziała, do kogo należy ten Kwiat. Delikatnie wzięła małą Hanię za rękę i przyprowadziła do Kwiatu Paproci. Równie delikatnie wyjęła go z ziemi i dała małej Hani. Mała Hania roześmiała się i przytuliła Kwiat do siebie, aż zamieszkał w jej serduszku i wszystko wokół pojaśniało. Oczy małej Haneczki świeciły szafirowym blaskiem. A wokół pachniało i słychać było przecudowną, niebiańską muzykę. I obie Hanie żyły długo i szczęśliwie.

Autor: Hania

Kwiat paproci rozkwitał – 26

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nadzieje i marzenia wielu ludzi. Wśród mrowia marzeń było jedno – malutkie marzenie malutkiej dziewczynki.

Mała była ciągle musztrowana i pouczana przez dorosłych. Musiała cieszyć się z każdego prezentu, jaki jej dawali – nawet jeśli się jej nie podobał. A z reguły dorośli dawali jej prezenty, które podobały się im samym – ona miała zupełnie inne upodobania! Jak wspomniałam, mała nie mogła pokazać, że nie lubi czegoś, co jej dawano. Jednak również nie mogła też pokazać, że lubi coś, czego jej zabraniano. A praktycznie zabraniano jej wszystkiego, co lubiła…

Dziewczynka nauczyła się więc kontrolować swoje zachowania i wiedziała, że ma udawać, że jest zadowolona i szczęśliwa. Poza tym, że nauczyła się okazywać zadowolenie z nietrafionych prezentów, tak samo nauczyła się udawać, że smakują jej potrawy, którymi ją karmiono, że podobają się jej ubranka, w które ją ubierano i że zawsze chce iść tam, gdzie zaprowadzają ją jej opiekunowie. Poza tym, pod wpływem opiekunów, nauczyła się odmawiać, gdy dalsza rodzina i obcy częstowali ją czekoladkami lub innymi przysmakami, które chciałaby zjeść.

Dziewczynka była malutka, ale gdzieś głęboko, w najgłębszym zakamarku siebie czuła, że opiekunowie choć raz mogliby zadać sobie trud i sprawdzić, co ona lubi robić. Czuła, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii ubraniowych i do swoich przysmaków. Że ma prawo zatrzymać się i podziwiać widok, który się jej podoba lub pójść na spacer, tam gdzie rzeczywiście chce…

Marzenie było malutkie i prawie się rozwiewało, bo dziewczynka traciła nadzieję, że się spełni. Kwiat paproci przyciągnął je do siebie – a ono urosło. Stało się silne, mocne i wróciło do dziewczynki.

Znalazło ją, mimo że minęło wiele lat i ona przemieniła się w dużą, dorosłą kobietę. Dzięki prezentowi od kwiatu paproci zachowała dziecięcą niewinność i radość. Teraz cieszy się każdą piękną chwilą. Cieszy się, gdy je coś, co jej smakuje, gdy idzie na spacer z ludźmi, z którymi chce spędzać czas i wspólnie z nimi wybiera trasę spaceru. I zawsze cieszy się w sklepie, bo teraz sama może wybierać sobie ubrania takie, jakie się jej podobają. Sądzi, że jest wielką szczęściarą.

I pomyśleć, że tak niewiele trzeba, żeby być naprawdę szczęśliwą osobą…

Autor: Kokoryczka

Kwiat paproci rozkwitał – 25

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał dobre myśli osób zwiedzających las. Można by powiedzieć, że las przyciąga tylko dobre myśli, bo jest prawdziwy. Jest jednym wielkim organizmem. W lesie obowiązują pory roku. Coś się rodzi i coś kończy swój żywot.

Są zwierzęta i rośliny. Osobistości duże i małe. W lesie zawsze jest dobry wiatr, który zimą ogrzewa, a latem chłodzi.

Autor: Adam

Kwiat paproci rozkwitał – 24

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał rozmarzone spojrzenia spacerowiczów. Kwiat miał w sobie taki majestat, że ludzie zatrzymywali się w pewnej odległości i podziwiali go z daleka.

Majestat kwiatu nie działał jednak na pewnego starego konia, który przyczłapał do lasu. Koń bardzo bał się o swoją przyszłość. Konkretnie, bał się, że wkrótce zginie, bo będzie sprzedany do rzeźni. Wiedział, że jest już stary i nieprzydatny. Wiele lat wiernie służył swojemu właścicielowi, ale czuł, że nie powinien liczyć na jego wdzięczność.

Tego wieczoru jego pan wyjątkowo nie zamknął ani stajni, ani jego boksu. Gdy zrobiło się ciemno, koń postanowił pójść na spacer. Kuśtykał powoli i czarne myśli zatruwały jego głowę. Nawet nie zauważył, że znalazł się w lesie i szedł prosto do kwiatu paproci. Zwrócił uwagę na niego dopiero wtedy, gdy blask kwiatu zaczął rozpraszać jego czarne wizje. Zaciekawiony koń podszedł do paproci i zaczął obwąchiwać jej kwiat.

Jego pan widział to, bo stał razem żoną w grupie osób podziwiających kwiat paproci. Żona chciała podejść do konia, by go odciągnąć od kwiatu, jednak mąż ją przytrzymał. Patrzył na konia i modlił się o cud. Sam chętnie opiekowałby się koniem jeszcze wiele lat, jednak żona robiła mu o to awantury, oskarżała o marnotrawstwo i naciskała, by oddał konia rzeźnikowi. Mężczyzna nie chciał tego zrobić i teraz modlił się, żeby to nie było konieczne.

Nagle ludzie jęknęli, bo na ich oczach koń, niepodziewanie, odgryzł kwiat i go… zjadł. Potem spokojnie zaczął zjadać samą paproć. Z wrażenia nikt się nie ruszył. Jego pan uśmiechnął się i rozradowany patrzył, jak koń zaczyna jaśnieć i unosić się w górę. Wyrosły mu piękne skrzydła i poszybował… Przez chwilę jego sylwetka była wyraźnie widoczna na tle księżyca… Po chwili pegaz poleciał dalej, a ludzie zaczęli się budzić ze wspólnego snu…

Autor: Ewa Damentka