Ciemność zgęstniała – 50

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przywracając barwy.

Po tych wszystkich okropnościach trudno było uwierzyć w to, że zostanie tu na zawsze. Cienie przeszłości przykrywały je to z jednej, to z drugiej strony. Nawet wtedy, kiedy świeciło już swym pełnym blaskiem, pamięć o tamtym bólu i bezsilności wygrywała. Było to tak niedorzeczne, widzieć skulone postaci w jasnym i kolorowym świetle.

Były momenty, kiedy można było oddychać pełną piersią, ale szybko opadły. Czasem z powodu tego, co kiedyś było, a czasem dlatego, że z tej świetlistej rzeczywistości wyłaniał się ponury strzęp.

Z jednej strony przekonanie, że będzie dobrze. Z drugiej zmęczenie i strach.

Na szczęście światło już zawsze świeciło. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było znaleźć sposób, żeby cieszyć się jego ciepłem. Czuć się dobrze i bezpiecznie.

Autor: Wędrowny Grajek

Kustosz z zainteresowaniem – 6

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku leżała kartka zwykłego papieru. „Spełnij czyjeś jedno marzenie” – przeczytał mężczyzna. Nic z tego nie rozumiał.

Napis wydał mu się banalny, ale imponująca była droga, jaką przebyła wiadomość, wnioskując po stemplach pocztowych. Kustosz, z natury swej nieco skostniały, myślał o napisie. Myśl stawała się natrętna,. Usiłował się jej pozbyć. Nie pasowała do jego pragmatycznego świata.

Któregoś dnia mężczyzna nie pojawił się w miejscu pracy, jak zwykle. Zniknął.

Ludzie opowiadali potem o jakimś człowieku, który nagle zostawił całe swoje dotychczasowe życie i wyruszył w nieznane.

„Marzenia się spełnia” – twierdził napis na kartce, którą ktoś znalazł w dużej paczce, która przewędrowała pół świata.

Autor: Wędrowny Grajek

W dolinie – 4

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, mieszkał chłopczyk, który nie wychodził na zewnątrz. Wierzył, że tylko w tym pokoiku jest bezpieczny. Mimo tego, że miasteczko słynęło ze spokoju, nikomu do tej pory nie udało się namówić chłopca do wyjścia na zewnątrz. Opiekowano się nim troskliwie, ale każdy już dawno stracił nadzieję, że chłopiec zaczerpnie kiedyś świeżego powietrza.

Któregoś razu na parapecie jego okienka usiadł piękny, kolorowy ptak. Strzepnął pióra i odleciał. Chłopiec podszedł do okna i zobaczył miliony świetlistych drobinek na miejscu, gdzie siedział ptak. Sytuacja się powtórzyła i chłopiec miał już cały słoiczek cennych drobinek, które zbierał po każdej wizycie ptaka.

Zaczęło w nim kiełkować marzenie, aby dowiedzieć się, skąd przybywa niezwykły nieznajomy. W końcu zdecydował się podążyć za nim. Biegł bardzo długo i dotarł do pięknej krainy, gdzie zobaczył mnóstwo kolorowych ptaków, roślin i wartkich strumyków. Był tak podekscytowany, że zupełnie zapomniał o swym strachu, a następnego dnia przyprowadził do tego miejsca swoich przyjaciół, których radość była wielka.

Autor: Wędrowny Grajek

Przy pięknej starej toaletce – 46

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była gdzieś w dalekim kraju i spotkała tam mężczyznę swojego życia, dla którego ona również objawiła się jako ta jedyna.

Zagadka – skąd o tym wiedzieli? Czuli to każdą cząstką swoich ciał. Przeżyli wspólnie kilka pięknych dni. Potem wrócili do swoich domów, ale pragnienie bycia razem zwyciężyło nad rozsądkiem i spotkali się ponownie.

Dziś są prawdziwymi przyjaciółmi – od lat. A najwspanialsze jest to, że młoda dziewczyna śniła o życiu, jakie wiedzie teraz.

Autor: Wędrowny Grajek

Lekkie krople deszczu – 50

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było postać, która przyglądała się strużkom deszczu. Śledziła trasę ich wędrówki. Beznamiętnie obserwowała, jak dotykają dolnej krawędzi ramy okiennej i znikają.

W którymś momencie okno otworzyło się i jakaś kobieta wychyliła się mocno przez nie. Deszcz powoli docierał do wszystkich suchych miejsc na jej głowie. Potem zniknęła z okna. Otworzyły się drzwi i kobieta wyszła na zewnątrz, wystawiając się na strugi deszczu. Stała tak, podnosząc głowę do góry i czuła, jakby woda przenikała jej ciało, oczyszczając ją od środka. Była boso.

Kiedyś pomyślałaby, że to raczej niewłaściwe zachowanie, a jej dzieci pomyślą, że oszalała. W związku z tym, dalej obserwowałaby tylko spływające po szybie krople deszczu.

Dziś napawała się deszczem i miała wrażenie, że czuje każdą jego kropelkę na swoim ciele. Uśmiechała się do siebie i do deszczu. Zamknęła oczy. Deszcz nieco ustał, wyszło słońce, a na niebie pojawiła się piękna tęcza.

Autor: Wędrowny Grajek

Czerwcowa noc – 47

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się podziwiać te czarowne chwile. Widać było też parę zakochanych z dwójką dzieci. Byli weseli i szczęśliwi.

Dzieci biegały brzegiem, próbując dogonić oddalające się wianki. Zakochani śmiali się, patrząc jak kolejny wianek znikał za zakrętem rzeki, a dzieci, niby rozzłoszczone, wybierały kolejny, żeby go dogonić.

Było bardzo romantycznie, a w powietrzu unosiła się magia czerwcowej nocy. Pachniało maciejką, a słowik zaczynał roztaczać swój błogi głos po okolicy.

Chłopak zapytał dziewczynę, czy była kiedyś tak szczęśliwa, jak on teraz. „Tak, teraz jestem” – odpowiedziała. Dzieci podbiegły do nich i rzuciły się im w objęcia, przekrzykując się nawzajem, że chcą co roku gonić wianki, i żeby obiecali im, że tak pięknie będzie już zawsze.

Autor: Wędrowny Grajek

Na ekranie – 7

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „TO TWOJA WINA”.

Napis odczytała mała dziewczynka, zaraz po tym, jak była świadkiem uderzenia małego, kolorowego ptaszka o betonowy chodnik. Zderzenie z chodnikiem było śmiertelne. Wydarzenie to, połączone z napisem na ekranie, również zabiło w dziewczynce poczucie dziecięcej niewinności.

Nikomu nie opowiedziała, co ją spotkało. Rosła w przeświadczeniu odegrania złej roli w tym zdarzeniu, co rzutowało na wszystko, co robiła w życiu. Stąpała twardo po ziemi, ze zwieszoną głową. Bała się oderwać od ziemi, dlatego żeby nie spaść na nią z powrotem, jak ptak, który przecież miał skrzydła, a jednak się roztrzaskał. Bała się też podnieść wyżej głowę, żeby nie być świadkiem spadania kolejnego ptaszka, a właściwie w jej przekonaniu, żeby nie spowodować jego wypadku.

Przyszedł moment, kiedy była już tak przygnieciona niesieniem swojego ciężaru, że zdecydowała jednak podnieść głowę, a nogi zwiesić swobodnie z huśtawki. Zobaczyła wtedy koronę drzewa, a w niej ptasią rodzinę. Ptasi rodzice wypychali z gniazda swoje młode, a te szybowały po błękitnym niebie. Widok był wspaniały. Niektóre spadały, na szczęście na miękką trawę i wdrapywały się na drzewo, żeby spróbować dalej pofruwać. Dziewczynka zobaczyła ekran z napisem; „JESTEŚ WOLNA”. Była szczęśliwa.

Autor: Wędrowny Grajek

Kiedyś dawno dawno temu – 51

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Chłopczyk wzrastał w kochającej atmosferze rodzinnego domu. W wieku szkolnym spotkało go wiele małych, jak również niemałych rzeczy. Niektóre zapadały głęboko w sercu. Były ciężkie. Za każdym razem chłopiec wspierał się miłością, którą otrzymywał od rodziców i szedł dalej przez życie, bogatszy o nowe doświadczenie.

Kiedy w jego życiu pojawił się przyjaciel, był szczęśliwy. Ten jednak zdradził chłopca, który nie mógł pojąć, jak to się mogło stać. Rodzice tłumaczyli synowi, że jego przyjaciel inaczej nie potrafił. W jego domu panował chłód i brakowało miłości. Nie nauczył się wielu cennych rzeczy, ale bardzo starał się być dobrym przyjacielem.. Być może strach spowodował, że uciekł w ten sposób od prawdziwej przyjaźni.

Chłopak długo rozmyślał nad słowami rodziców. Postanowił zawalczyć o przyjaciela. Poprosił go, aby tamten nie odwracał się od niego ze wstydu przed tym, co zrobił. Żeby dał sobie szansę to naprawić. Po tych słowach obaj wypłakali swoje żale. Podjęli na nowo próbę bycia przyjaciółmi.

Autor: Wędrowny Grajek

Gromadka dzieci – 54

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kobiecie, która nie radziła sobie ze swoimi emocjami. Kiedy coś poruszyło jej serce, to albo kamieniała i zamrażała się, albo była o krok od szaleństwa.

Tak właśnie żyła. Pewien przypadkowo spotkany mężczyzna powiedział jej, że to kumulowanie w sobie emocji, z obawy przed cierpieniem, jej bardzo niebezpieczne i przypomina coraz mocniej buchający piec, który w końcu eksploduje.

Mocno ją to poruszyło. Zaczęli rozmawiać. Opowiedziała trochę więcej o sobie. Czuli się dobrze. Rozstali się w zgodzie, choć chłopak powiedział jej, że nie sądzi, że się jeszcze spotkają. Następnego dnia przesłali sobie wiadomości o swoich mieszanych uczuciach. Kolejnego dnia nastała cisza.

Dzieci pytały jedno przez drugie:

– Co dalej babuniu?

– Cóż, zobaczymy – odpowiedziała staruszka.

Autor: Wędrowny Grajek

Nitki babiego lata – 42

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Dziewczyna i Chłopak leżeli na trawie nieopodal. Obserwowali przesuwające się po niebie obłoki i wymyślali na nie nazwy. Ciepła ziemia oddawała temperaturę uczuć między nimi. Poznali się niedawno, ale jasne było, że są dla siebie stworzeni. Będąc blisko siebie, nabierali sił i energii. Świat stawał się lepszy, ludzie dobrzy.

Oboje wiedzieli, że im na sobie bardzo zależy, to jednak nie gasiło żaru ich uczuć.

Wszystko było jasne, a oni ciągle byli ciekawi i spragnieni siebie. Tak jak rzeczka, płynęli razem z jej nurtem, przyglądając się, jaki piękny jest świat.

Dwoje zwyczajnych ludzi tworzących harmonię. Mieli wielu przyjaciół, gdyż każdy lubił ogrzewać się w blasku ich energii.

Mało kto wiedział o tym, co przeszli, zanim się poznali. Oni też zdawali się już o tym dawno zapomnieć.

Autor: Wędrowny Grajek