Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wszelkie stworzenia duże i małe, słabe i silne. Te zranione, nieszczęśliwe i te pełne mocy i zadowolenia. Przychodziły do niego ci, którzy cieszyć się chcieli młodością i harmonią, a także ci, których pasją było zabijanie. Kwiat nie widział i nie znał podziałów. Po prostu błyszczał i był tak charyzmatyczny, że zdawał się łączyć ze sobą te dwa jakże różne światy.
Działo się tak, że wszyscy, którzy znaleźli się blisko kwiatu paproci, widzieli świat inaczej niż dotychczas. Chore i zranione istoty rosły w siłę, wypełniały się mocą i spokojem, a urodzeni mordercy patrzyli czułym okiem na ich przemianę i zaczynali kochać świat.
Była też tam istota, która z daleka obserwowała, co się dzieje i zapragnęła mieć kwiat tylko dla siebie, Znalazłszy odpowiedni moment ukradła go, wyrywając bezlitośnie jego świetliste korzenie i ukrywając głęboko w jaskini. Kwiat obumarł…
Na miejscu, gdzie rósł poprzednio kwiat paproci, istoty, które zobaczyły, co się stało, zaczęły rzewnie płakać. W miejscu spadania ich łez, zaczęły kiełkować maleńkie, iskrzące się kwiatki paproci. Było ich coraz więcej i więcej. Tak, że każdy mógł mieć swojego właściciela. Zapanowała radość i harmonia.
Istota, która zniszczyła kwiat, przybiegła zrozpaczona do miejsca, skąd odchodziły odgłosy szczęścia. Jej zdumienie było ogromne, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Płakała z żalu za kwiatem i dlatego, że obawiała się, co zrobią jej teraz inne istoty. One jednak nie zwracały na nią uwagi, żyjąc w świecie pełnym harmonii.
Istota miała wybór, wrócić do jaskini i cierpieć lub przyjąć wsparcie któregoś z kwiatów i żyć szczęśliwie. Co zrobiła? Nie wiemy.
Autor: Wędrowny Grajek