Roztańczona brzózka – 3

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu powieszono na niej huśtawkę. Nie była ciężka, ale każdy kolejny dzień powodował rysy i rany na korze brzózki. Z zewnątrz było to prawie niezauważalne, ot kilka zadrapań. Rany jednak były głębokie. Kiedy pewnego dnia huśtawkę zdjęto, rany otworzyły się na dobre. Na szczęście brzózka była już brzozą, a rany stały się wkrótce rankami.

A kiedy wiał silny wiatr, brzoza lekko uginała się pod jego siłą, żeby w inny słoneczny dzień z dumą prezentować swoje piękne gałęzie.

Autor: Wędrowny Grajek

Delikatna mgiełka – 49

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły stała drewniana łódź. Siedziało przy niej parę osób. Podziwiali popisy małego śpiewaka… Takich chwil było niewiele. Kiedy dzień zaczynał tętnić swoim niewzruszonym życiem, ptak uciekał w nieznane.

Był tam ktoś, kto zastanawiał się, dokąd odlatuje. Czekał co dzień na skowronka i napawał się jego muzyką. Te chwile pomagały mu zapomnieć o trudach dnia. Czasami myślał też, że nie ważne skąd ptak pochodzi. Chwile są zbyt cenne, żeby ryzykować podróż. Jednak któregoś dnia wziął łódź i popłynął za odlatującym skowronkiem. Dotarli do pięknej krainy, gdzie śpiew towarzyszył im cały czas, a serca biły mocniej.

Autor: Wędrowny Grajek

Księżyc wyszedł zza chmur – 4

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Jej pojawienie się było już stałym elementem w starym zamku. Można powiedzieć, że dużo bardziej zauważalne byłoby, gdyby postać którejś nocy nie była na swoim miejscu. Czasem ktoś zastanowił się, skąd się wzięła i jakie zwłaszcza ma zamiary, ale uśpiony powtarzalnością jej objawień przestawał ją zauważać.

Którejś nocy księżyc nie zaświecił jak zwykle. Okazało się, że całe jego światło wchłonęła tajemnicza postać. Miała ona teraz wielką moc stanowienia o losach ludzi i sterowania nimi. Ci zastanawiali się, jak mogło do tego dojść i nie mogli zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zainteresowali się postacią.

Być może wystarczyłoby tylko popatrzeć oczami dziecka i dzięki tej ciekawości dotrzeć do prawdy.

Autor: Wędrowny Grajek

Była sobie łąka – 60

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Kiedy robiło się zimno, firanka znikała. Na parapecie w domku pojawiał się piękny kwiat w doniczce. Gdy mróz malował wzory na szybie, kwiat jakby się kurczył. Czasem zdawało się, że obumrze. Pierwsze promyki słońca budziły go jednak na nowo do życia.

Kwiat czuł się nieswojo w doniczce. Któregoś dnia wiatr szarpnął firanką, doniczka spadła i stłukła się na drobne kawałki. Roślina leżała na rozsypanej ziemi, na dworze.

Ktoś z zewnątrz przechodził. Zdziwił się, kiedy to zobaczył. Kwiat bowiem był z rodzaju polnych i dziwnie wyglądał w tej sytuacji. Zabrał więc go i zasadził na zielonej łące nieopodal.

Kwiat odżył. Jego pyłek unosił się nad łąką, a pszczoły chętnie odwiedzały go. Był szczęśliwy. Miał przyjaciół, którzy otaczali go zewsząd.

Autor: Wędrowny Grajek

Wiosenny las – 44

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i głęboko oddychał. Zatapiał się w wiosennej aurze. Był pełen harmonii, choć czasem czuł się samotny.

Tego dnia spotkał kobietę. Jego oddech przestał być miarowy. Serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Chciał dalej spokojnie oddychać, ale już nie potrafił. Wpadł w panikę i uciekł.

Kobieta, którą spotkał, zauważyła to i posmutniała.

Kolejne dni były dla nich udręką. On walczył z rozchwianym oddechem, ona ze smutkiem i tęsknotą.

Spotkali się po paru dniach na tej samej leśnej dróżce.

Tym razem kobieta dotknęła dłoni mężczyzny, zanim ten uciekł.

Jego oddech się uspokoił. Przestał czuć się samotny. Kobieta była szczęśliwa.

Autor: Wędrowny Grajek

Kwiat paproci rozkwitał – 16

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wszelkie stworzenia duże i małe, słabe i silne. Te zranione, nieszczęśliwe i te pełne mocy i zadowolenia. Przychodziły do niego ci, którzy cieszyć się chcieli młodością i harmonią, a także ci, których pasją było zabijanie. Kwiat nie widział i nie znał podziałów. Po prostu błyszczał i był tak charyzmatyczny, że zdawał się łączyć ze sobą te dwa jakże różne światy.

Działo się tak, że wszyscy, którzy znaleźli się blisko kwiatu paproci, widzieli świat inaczej niż dotychczas. Chore i zranione istoty rosły w siłę, wypełniały się mocą i spokojem, a urodzeni mordercy patrzyli czułym okiem na ich przemianę i zaczynali kochać świat.

Była też tam istota, która z daleka obserwowała, co się dzieje i zapragnęła mieć kwiat tylko dla siebie, Znalazłszy odpowiedni moment ukradła go, wyrywając bezlitośnie jego świetliste korzenie i ukrywając głęboko w jaskini. Kwiat obumarł…

Na miejscu, gdzie rósł poprzednio kwiat paproci, istoty, które zobaczyły, co się stało, zaczęły rzewnie płakać. W miejscu spadania ich łez, zaczęły kiełkować maleńkie, iskrzące się kwiatki paproci. Było ich coraz więcej i więcej. Tak, że każdy mógł mieć swojego właściciela. Zapanowała radość i harmonia.

Istota, która zniszczyła kwiat, przybiegła zrozpaczona do miejsca, skąd odchodziły odgłosy szczęścia. Jej zdumienie było ogromne, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Płakała z żalu za kwiatem i dlatego, że obawiała się, co zrobią jej teraz inne istoty. One jednak nie zwracały na nią uwagi, żyjąc w świecie pełnym harmonii.

Istota miała wybór, wrócić do jaskini i cierpieć lub przyjąć wsparcie któregoś z kwiatów i żyć szczęśliwie. Co zrobiła? Nie wiemy.

Autor: Wędrowny Grajek

Morskie fale – 3

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży świeciło gorące słońce i dawało energię żyjącym tam istotom. Dzięki temu miały one siłę i ochotę wsiąść czasem do łódki i płynąć do sąsiednich wysepek lub na stały ląd.

Były to przeważnie bardzo miłe podróże. Kiedy zdarzył się jednak wyjątek i zmierzyć się trzeba było z jakimiś trudnościami i przykrościami, powrót na rajską plażę był tak cudowny, jak ona sama.

Wyspa karmiła miłością swoich mieszkańców. Dawała wsparcie i bezpieczeństwo. Czasem śmiała się do łez ze swoimi dziećmi.

Była wyjątkowa. Mieszkańcy innych wysp i lądów dzięki niej wierzyli, że jest to możliwe, żeby stworzyć rajską wyspę lub ląd w swoim własnym świecie.

Autor: Wędrowny Grajek

Mała ławeczka – 23

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadała na niej siwa staruszka. Stukała miarowo swoją laską w ziemię. Odgłos laski był tępy i nieprzyjemny. Usłyszała go dziewczynka bawiąca się niedaleko. Zaciekawiona podbiegła do ławki i zapytała staruszkę, dlaczego tak stuka laską o ziemię. Ta odpowiedziała nieprzyjemnie, że takie małe dziewczynki nie powinny być ciekawskie, bo to brzydko.

Dziewczynka zawstydziła się i opuściła głowę. Stukot laski był jednak tak irytujący, że zatkała uszy. Babka spojrzała gniewnie na małą i stukała jeszcze mocniej. Kiedy ta odsłoniła uszy i krzyknęła – „Przestań! Już dosyć!!” – laska wypadła z rąk starowiny. Po porytych zmarszczkami policzkach popłynęły łzy.

Dziewczynka uciekła. Przestraszyła się, lecz jednocześnie była zadowolona, że nie słyszy już tępego stukania. Kiedy wróciła zaciekawiona, przy ławeczce nie było już nikogo, ale w jej uszach zabrzmiał tępy stukot.

Autor: Wędrowny Grajek

Przez kawiarniane okno – 12

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zagubiony dobry duszek. Jego jasna postać wyraźnie odznaczała się na tle szarego tła. Zdawało się jednak, że nikt nie zauważa jego świetlistej osoby. Duszek natomiast wyglądał na zaskoczonego sytuacją, w której się znajdował.

Dziwiło go, że nie zwracano na niego uwagi. Był całkiem nie z tej bajki. Narastał w nim niepokój. Pobiegł przed siebie bez celu. Biegł do utraty tchu, aż dotarł do wyraźnej granicy świata. Po drugiej stronie zobaczył świetlistą rzeczywistość i smutnego, szarego duszka. Początkowo chciał zamienić się miejscami z szarym kolegą. Później przyszedł mu do głowy inny pomysł. Zaczął z całej siły pchać linię graniczną światów, niczym karuzelę. Światy zawirowały i zmieszały się ze sobą. I nagle było normalnie. To znaczy światło splotło się z szarością, jak złota nić z płótnem.

Rzeczywistość migotała i dawała schronienie. Oba duszki były zadowolone.

Autor: Wędrowny Grajek

Mała śnieżynka – 3

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr.

Chłopczyk obserwował ich taniec przez okno. Myślał, ile śniegu jeszcze spadnie. Tata chłopca codziennie przez kilka godzin odśnieżał ich skromny domek, a później nie miał siły nawet na rozmowę z synkiem. Maluch przeklinał w myślach tańczące śnieżynki.

Aż do czasu, kiedy bawiąc się przed domem, niedaleko śnieżnego nasypu, zbudowanego przez ojca, zobaczył samochód, pędzący prosto na niego. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą. Samochód z ogromną szybkością wbił się w zaspę i słychać było tępy huk.

Chłopiec stanął jak wryty. Przed sobą zobaczył oczy auta, wyzierające ze śniegu.

„Kochane śnieżynki” – pomyślał.

Autor: Wędrowny Grajek