Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zauważyłam panią, pchającą wózek inwalidzki z małą dziewczynką. Dziewczynka myśli – „wszyscy idą, ja jadę”. A mama – „jechać z tym wózkiem to nic, a potem trzeba ten bardzo ciężki wózek wytaszczyć na pierwsze piętro, córeczka sama wejdzie”. Dziewczynka jest pogodna, obserwuje przechodniów. Powoli przechodzą i znikają za zakrętem.
Autor: Zosia S.